W local content nie chodzi o eliminowanie kontrahentów zagranicznych, lecz o umieszczanie w łańcuchach dostaw małych i średnich przedsiębiorstw – przekonywała państwowa Polska Grupa Zbrojeniowa podczas konferencji "Przemysł dla obronności". Jednak niektóre firmy prywatne wyrażają obawy, że wymogi Ministerstwa Aktywów Państwowych mogą być za trudne, inne domagają się szerszej zmiany polityki przemysłowej państwa. Są też tacy, którzy uważają, że najważniejszy jest konsensu polityczny.
Polityka local content, oficjalnie zaprezentowana przez rząd w kwietniu, ma maksymalizować pozytywny wpływ inwestycji publicznych na polską gospodarkę. Zamiast kupować najtaniej, sektor publiczny ma brać pod uwagę długoterminowe korzyści dla gospodarki. O tym właśnie zagadnieniu w sektorze obronnym rozmawiali uczestnicy debaty "Local content i polonizacja. Ile Polski w polskiej obronności?" podczas konferencji "Przemysł dla obronności" w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.
Nie eliminować, tylko zakorzeniaćPełnomocniczka zarządu państwowej Polskiej Grupy Zbrojeniowej do spraw local content Karolina Hytrek-Prosiecka nawoływała, by nie postrzegać idei local content wyłącznie jako sposobu na pozbycie się kontrahentów zagranicznych.
Local content nie jest o eliminowaniu. Local content jest o zakorzenianiu w polskiej gospodarce, w łańcuchach dostaw, przede wszystkim małych i średnich przedsiębiorstw – powiedziała, zwracając uwagę, że sektor MŚP odpowiada za zdecydowaną większość polskiego PKB.
– Mimo że nie ma jednej definicji, local content to jest tak naprawdę zbiór narzędzi dla przedsiębiorstw, w tym przede wszystkim spółek z udziałem Skarbu Państwa, do tworzenia zdrowych schematów korporacyjnych, do rozpoczęcia dialogu z rynkiem, do łatwiejszego włączania między mniejszych firm w konsorcja – wyjaśniała.
PGZ od ponad roku organizuje w różnych miastach spotkania z lokalnymi przedsiębiorcami, które – zapewniała pełnomocniczka zarządu – cieszą się bardzo dużym zainteresowaniem. Dodała, że większość spółek grupy nawiązała współpracę z co najmniej dwoma-trzema przedsiębiorstwami, które w ten sposób się zgłosiły, mimo licznych formalnych progów wejścia do sektora obronnego.

Hytrek-Prosiecka zwróciła też uwagę, że zaletą wdrażania local content jest także skrócenie i uodpornienie łańcucha dostaw na zakłócenia.
Local content jako stąpanie po cienkim lodzieBogusław Satława, prezes PZL Sędziszów z Grupy Unimot, ocenił natomiast, że "local content to jest stąpanie po cienkim lodzie".
– Ktoś coś wymyślił, nikogo nie obrażając, żeby ułatwić obejście i polonizację polskich produktów. Niemiec, jeżeli ogłasza zamówienia publiczne, to mówi, że może być wszystko, byle z przodu był napis MAN albo gwiazda. I wszyscy wiedzą, o co chodzi – powiedział.
- Jako PZL Sędziszów jesteśmy poddostawcą do wielu firm z PGZ i nie tylko, na przykład współpracujemy z Rosomakiem, z Hutą Stalowa Wola, współpracujemy z firmami również zagranicznymi, jesteśmy poddostawcami dla Leonardo czy Pratt & Whitney – wyliczał.
Jednak – zdaniem Satławy – wiele firm, które chcą wejść w łańcuch dostaw, ma z tym problemy i nie spełni wymogów stawianych przez Ministerstwo Aktywów Państwowych.

Karolina Hytrek-Prosiecka z PGZ zaoponowała.
– W naszym przypadku nie jest to kryterium wejścia do łańcucha dostaw. Będziemy oczywiście bardzo zadowoleni, jeśli będzie jak najwięcej produktów krajowych, ale PGZ nie jest w stu procentach samowystarczalny, więc zawsze będziemy potrzebować partnerów zewnętrznych – powiedziała.
Local content nie wystarczy, potrzebna "rewolucja kopernikańska"Marek Warzecha, prezes i główny udziałowiec prywatnej firmy Ponar Wadowice, która produkuje zawieszenie do pojazdów wojskowych, wyraził opinię, że w Polskiej Grupie Zbrojeniowej nastąpił olbrzymi postęp, jeżeli chodzi o wolę współpracy z mniejszymi firmami. Jednak ocenił przy tym, że bez "rewolucji kopernikańskiej i nowej polityki przemysłowej" duża część działań związanych z local content może spalić na panewce.
– Bardzo bym się chciał obudzić w kraju, gdzie nie byłoby Ministerstwa Aktywów Państwowych, tylko Ministerstwo Aktywów. Ci prywatni, którzy stwarzają 70 procent PKB, to nie są aktywa nasze wspólne? – pytał. Zastrzegł, że nie jest zwolennikiem prywatyzacji aktywów państwowych, "tylko niech państwo dba o jednych i drugich".

Według Warzechy "bez zrobienia radykalnych porządków" z biurokracją próby wejścia małych czy średnich firm do sektora obronnego są prawie zawsze skazane na porażkę, na przykład ze względu na wymogi związane z certyfikacją.
Budować rozwój gospodarczy wokół sektora obronnegoJeżeli państwo nie zacznie zupełnie inaczej działać, nie przestawi się, to ja mam poważne wątpliwości, czy pomimo tych wysiłków my przetrwamy, czy local content nam pomoże – mówił prezes Ponaru Wadowice.
Były wiceminister w MON i MSWiA w rządach PiS Tomasz Zdzikot zareagował na to, mówiąc, że sektorowi publicznemu potrzebna jest głęboka zmiana kulturowa.
W sektorze publicznym każdy zamawiający po prostu woli wybrać technologię globalnego dostawcy, a nie polską, dlatego że jak wybierze polską, to ktoś go w którymś momencie zapyta, dlaczego wybrał, z podtekstem, że może stać za tym jakieś niekoniecznie obiektywne kryterium. Więc woli wybrać technologię globalną, o którą nikt nie zapyta, bo ona po prostu jest znana każdemu – powiedział Zdzikot, który obecnie jest przewodniczącym rady Fundacji Security-Energy-Technology (SET) i zastępcą przewodniczącego Rady Bezpieczeństwa i Obronności przy prezydencie RP.
Dodał, że wojsko nie chce i nie umie rozmawiać z biznesem, szczególnie prywatnym, bo to po prostu powoduje trudności, na przykład związane z raportowaniem albo z brakiem możliwości przekazania przemysłowi wymagań, które są niejawne.
Rozwiązaniem według Zdzikota może być stworzenie instytucji, która będzie pośrednikiem, "zaufaną stroną trzecią" – z jednej strony będzie tłumaczyć, czego wojsko potrzebuje, z drugiej – co rynek jest w stanie stworzyć. Jako przykład podał Defense Innovation Unit, które jest agendą Pentagonu.

Prowadzący debatę redaktor Cezary Szymanek z "Rzeczpospolitej" wtrącił z kolei, że zmiana kulturowa powinna polegać także na tym, że "urzędnicy muszą wyzbyć się strachu, że ktoś może kiedyś o 6 rano zapukać w związku z podjętymi takimi, a nie innymi decyzjami".
Zdzikot mówił też, że należy docenić, że Ministerstwo Aktywów Państwowych podjęło próbę zdefiniowania oraz implementacji idei local content, posługując się instrumentami, które są już dostępne.
– Implementacja w rygorach i reżimach Prawa zamówień publicznych jest bardzo trudna, ale ten ruch na pewno wymaga docenienia – ocenił.
Jednak jego zdaniem dyskusję o idei local content, co do której pewnie wszyscy się zgadzają, trzeba zacząć od – jak to ujął – wyższego poziomu.
– Musimy sobie powiedzieć szczerze, że nasz poziom zagrożenia zostanie z nami do końca naszego życia, czyli ta będzie sytuacja trwała. W związku z tym powinniśmy się zgodzić co do tego, że powinniśmy także nasz rozwój gospodarczy, nasze ambicje i nasz postęp technologiczny budować wokół sektora obronności – powiedział Zdzikot. Zaapelował przy tym, by nie przeciwstawiać wydatków na obronę inwestycjom.
Żeby local content działał, potrzebny konsensu politycznyDoktor Krzysztof Wiater, partner zarządzający w kancelarii NGL Legal i członek prezydium Polskiej Izby Dual Use, zwrócił uwagę, że w ujęciu formalnym "local content jest kolejną, trochę bardziej rozmiękczoną formą wymuszonej współpracy". Jej formy przez lata się zmieniały – od wzajemnych zakupów, przez offset, z którym w Polsce wiązano duże nadzieje, po partnerstwo przemysłowe.

– Dzisiaj mamy kolejną emanację tego, co jest jednak formą wymuszonej współpracy, czyli w takich delikatnych jedwabnych rękawiczkach mówimy: "słuchajcie, fajnie by było, gdybyście jednak ze sobą potrafili się dogadać i się ze sobą ułożyć". To na poziomie formalnym fajnie wygląda, tylko później do tego dochodzi jeszcze aspekt polityczny, który co chwilę się zmienia – powiedział.
Czytaj więcej
Tymczasem kontrakty obronne są wieloletnie, a kupowane przez wojsko uzbrojenie i sprzęt będą używane przez dziesięciolecia. Zatem – mówił Wiater – "żeby local content dobrze zastosować, żeby on miał naprawdę dobre fundamenty i później działał, jest w tej akurat dziedzinie wybitnie oczekiwany konsensus polityczny".
Do czego prowadzi konsekwentna politykaLocal content nie da się rozsądnie wprowadzić bez porozumienia politycznego i bez zmiany pewnego podejścia kulturowego do promocji własnego biznesu – podkreślił.
Wojciech Dąbrowski, prezes Polskiego Holdingu Rozwoju, a w kiedyś pierwszy prezes Polskiej Grupy Zbrojeniowej powiedział, że w przeszłości był "i beneficjentem, i ofiarą różnych form local contentu". Przywołał m.in. przykład Indii, które w połowie poprzedniej dekady uruchomiły inicjatywę "Make in India", choć już wcześniej wymagały lokalnych komponentów w importowanym sprzęcie wojskowym.
Ale dopiero pewne uporządkowanie w 2014 r. rozpoczęło dyskusję. To nie było tak, że od razu było trafione idealnie, dopasowane do potrzeb rynku. Tam to przeszło kilka modyfikacji. Ale co się stało? Konsekwentna, strategiczna polityka doprowadziła do tego, że Indie z kraju, które były tak naprawdę największym importerem, stały się producentem gotowych systemów, stały się dość istotnym eksporterem. Czyli dyskusja ma sens – powiedział Dąbrowski.

Sens local contentu – jego zdaniem – zależy m.in. od gotowości kraju i firm, absorpcji technologii czy rozwoju kadr.
– Adekwatność do rozwoju gospodarczego, do zdolności do absorpcji wydaje mi się kluczem do sensu i zdolności osiągnięcia efektów w wyniku wprowadzania idei local contentu – mówił.
Zobacz relację z debaty:
