Walczące o zlecenia firmy budowlane gotowe są schodzić w swoich ofertach z cenami dalece poniżej budżetów zamawiających. Widać to zarówno w przypadku postępowań ogłaszanych przez GDDKiA, jak i PKP PLK. To oznacza mniejszą marżę i mniejszą rezerwę na ryzyka po stronie wykonawców – ostrzegą eksperci. Ich zdaniem może to jednak powodować ryzyko sporów o rozliczenie robót dodatkowych i terminów, gdyż wykonawcy mogą próbować kompensować niższą rentowność poprzez wyższą wycenę roszczeń.
- Jeszcze jedno takie zwycięstwo i będę zgubiony – miał w III wieku p.n.e. powiedzieć grecki król Pyrrus po okupionej gigantycznymi stratami wygranej nad rzymską armią. Jego własna, po serii takich „sukcesów” została finalnie zmuszona do odwrotu.
Dzieje greckiego władzy przychodzą na myśl, gdy patrzymy na aktualną sytuację na rynku budowlanym w Polsce. Rywalizujące o zlecenia firmy wykonawcze walczą ze sobą w sposób, który każe się zastanowić, czy odnoszone w tej walce sukcesy nie pociągną je w przepaść. Do wniosków takich skłania m.in. lektura przygotowanego przez Bank Gospodarstwa Krajowego raportu „Ocena ryzyka kluczowych branż polskiej gospodarki w 1 kwartale 2026 r.”.
Autorzy tej analizy zwracają uwagę na fakt, że w publicznych przetargach na dużych inwestycjach infrastrukturalnych stosunek najtańszej oferty do budżetu zamawiającego wyraźnie się obniżył – w przypadku GDDKiA z 86,8 proc. w latach 2023 – 2025 do 78,5 proc. w I kwartale tego roku, zaś w przypadku PKP PLK z 88,1 proc. do 73,4 proc. Dodatkowo na przetargach PKP PLK liczba ofert w omawianym okresie wzrosła, a na przetargach GDDKiA jedynie bardzo nieznacznie się zmniejszyła.
- Spadek relacji najniższej oferty do budżetu zamawiającego oznacza silniejszą konkurencję cenową i w praktyce mniejszą marżę oraz mniejszą rezerwę na ryzyka po stronie wykonawców. Taki poziom wycen zwiększa prawdopodobieństwo, że nawet umiarkowany wzrost kosztów materiałów lub robocizny, opóźnienia w harmonogramach albo zmiany zakresu robót przełożą się na pogorszenie rentowności kontraktu – komentuje Kamil Urbanowicz, ekspert ds. analiz branżowych z Departamentu Analiz Branżowych BGK.
- Niższa rentowność osłabia potencjał kapitałowy firm budowlanych, co może przełożyć się na bardziej rygorystyczną ocenę ryzyka przez banki oraz wyższe wymagania przy udzielaniu gwarancji kontraktowych i finansowaniu kapitału obrotowego lub inwestycji – dodaje.
Niższa rentowność może przełożyć się na wyższą wycenę roszczeń. Zamawiający wcale nie muszą być wygranymiSami przedstawiciele firm budowlanych mają świadomość spadającej marżowości zawieranych kontraktów. Marcin Węgłowski, członek zarządu i dyrektor pionu finansowego Budimeksu, podczas niedawnej konferencji wynikowej tej spółki powiedział, że w porównaniu do roku 2024 marże w branży spadły o połowę, a zacięta walka firm o zlecenia powoduje, że zarówno w tym roku, jak i w dwóch kolejnych należy także spodziewać się dużej presji spadku na marżach.
- Niektóre firmy biorą wręcz zlecenia po zerowych marżach tylko po to, aby utrzymać płynność swojej firmy, wypłacić pensje pracownikom oraz zapłacić za leasingi i kredyty – wprost stwierdził w rozmowie z WNP Przemysław Bokwa, prezes Grupy PBI.
- Część firm zdaje się nie doceniać tego, co może się stać w kolejnych trzech - czterech latach w zakresie dostępności zasobów, a także kosztów energii, materiałów i pracy w Polsce. Boję się takiego scenariusza, że z dołka bardzo szybko wejdziemy na górę, ale ze stratami – przestrzegał już kilka miesięcy temu Wojciech Trojanowski, członek zarządu Strabaga.
Problemy mogą mieć jednak nie tylko wykonawcy, ale paradoksalnie także zamawiający. Kamil Urbanowicz zwraca bowiem uwagę, że w konsekwencji obecnej sytuacji rośnie ryzyko napięć w realizacji kontraktu oraz sporów o rozliczenie robót dodatkowych i terminów.
- Wykonawcy mogą próbować kompensować niższą rentowność poprzez wyższą wycenę roszczeń wynikających ze zmian w zakresie robót dodatkowych i skutków opóźnień – wskazuje ekspert BGK.
©
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin