Nie limuzyna, nie zabytkowe auto i nawet nie bryczka. Victoria Lee, hodowczyni bydła z Somerset, ostatni odcinek drogi na własny ślub pokonała na grzbiecie swojej ulubionej krowy. Nietypowy przejazd był spełnieniem dziecięcego marzenia, ale jeszcze bardziej rolniczy okazał się dalszy ciąg dnia. Po ceremonii państwo młodzi nie pojechali od razu na wesele. Najpierw wrócili do gospodarstwa, bo trzeba było wydoić krowy.
oprac. RZ
Opublikowano: 19-08-2026, 09:48 | Aktualizacja: 19.08.2026, 09:48
Nie limuzyna, nie zabytkowe auto i nawet nie bryczka. Victoria Lee, hodowczyni bydła z Somerset, ostatni odcinek drogi na własny ślub pokonała na grzbiecie swojej ulubionej krowy. Nietypowy przejazd był spełnieniem dziecięcego marzenia, ale jeszcze bardziej rolniczy okazał się dalszy ciąg dnia. Po ceremonii państwo młodzi nie pojechali od razu na wesele. Najpierw wrócili do gospodarstwa, bo trzeba było wydoić krowy.
Kiedy 37-letnia Victoria Lee z angielskiego hrabstwa Somerset oraz jej 40-letni partner Mike powiedzieli sobie sakramentalne „tak”, było jasne, że gospodarstwo i zwierzęta będą odgrywać główną rolę w tym wydarzeniu. Dziecięce marzenie panny młodej stało się faktem.
Dziecięce marzenie i nietypowy kropierzVictoria, matka czwórki dzieci, dorastała w rodzinnym gospodarstwie w Dorset, gdzie nie trzymano koni. Jako dziewczynka uczyła się więc jeździć na domowych krowach. Gdy nadszedł czas przygotowań do ślubu, wiedziała, że jej ulubienica o imieniu White Chocolate Button musi pojawić się na uroczystości.
Ludzie jeżdżą konno, a jazda na krowie w gruncie rzeczy niczym się nie różni. Nasze krowy to nasza rodzina i całe nasze życie – podkreśla Victoria Lee.
Ważąca około tony krowa znana jest z wyjątkowo łagodnego usposobienia – od małego pojawiała się na wystawach i swobodnie spaceruje po obejściu, czasami wchodząc nawet do domu po kawałek chleba. Przed ślubem krowa otrzymała specjalnie przygotowaną girlandę z żywych kwiatów.
Ciągnik, krowa i szpaler z widełCeremonia odbyła się w kościele Holy Cross w miejscowości Mark. Panna młoda pokonała pierwszą część drogi ciągnikiem, po czym w sukni ślubnej przesiadła się na grzbiet White Chocolate Button i w asyście druhen dotarła pod same drzwi świątyni.
Po złożeniu przysięgi małżeńskiej na nowożeńców czekała kolejna niespodzianka – świadkowie i goście utworzyli przed kościołem uroczysty szpaler z wideł i tradycyjnych narzędzi rolniczych.
Obrządek nie poczeka: Najpierw dojenie, potem weseleGrafik dnia ślubu był ściśle podporządkowany rytmowi pracy w gospodarstwie.
Jak przyznaje Victoria, przygotowania do ślubu trwały aż dziesięć lat ze względu na nawał pracy w gospodarstwie. Główną motywacją do zorganizowania tak nietypowego przejazdu była chęć wywołania uśmiechu na twarzach ludzi w trudnych dla rolnictwa czasach. Dzieci pary mają teraz nadzieję, że niezwykłym orszakiem zainteresuje się sam Jeremy Clarkson.
©
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.