Kareta czy elegancka limuzyna to dla niej zbyt zwyczajne rozwiązanie. 37-letnia Victoria Lee, brytyjska hodowczyni bydła mlecznego, na swój ślub postanowiła udać się w sposób, który idealnie oddaje jej życiową pasję. Do kościoła dotarła na grzbiecie ulubionej krowy rasy simentalskiej.
oprac. RZ
Opublikowano: 15-08-2026, 11:11
Kareta czy elegancka limuzyna to dla niej zbyt zwyczajne rozwiązanie. 37-letnia Victoria Lee, brytyjska hodowczyni bydła mlecznego, na swój ślub postanowiła udać się w sposób, który idealnie oddaje jej życiową pasję. Do kościoła dotarła na grzbiecie ulubionej krowy rasy simentalskiej.
Kiedy 37-letnia Victoria Lee z angielskiego hrabstwa Somerset oraz jej 40-letni partner Mike powiedzieli sobie sakramentalne „tak”, było jasne, że gospodarstwo i zwierzęta będą odgrywać główną rolę w tym wydarzeniu. Dziecięce marzenie panny młodej stało się faktem.
Dziecięce marzenie i nietypowy kropierzVictoria, matka czwórki dzieci, dorastała w rodzinnym gospodarstwie w Dorset, gdzie nie trzymano koni. Jako dziewczynka uczyła się więc jeździć na domowych krowach. Gdy nadszedł czas przygotowań do ślubu, wiedziała, że jej ulubienica o imieniu White Chocolate Button musi pojawić się na uroczystości.
Ludzie jeżdżą konno, a jazda na krowie w gruncie rzeczy niczym się nie różni. Nasze krowy to nasza rodzina i całe nasze życie – podkreśla Victoria Lee.
Ważąca około tony krowa znana jest z wyjątkowo łagodnego usposobienia – od małego pojawiała się na wystawach i swobodnie spaceruje po obejściu, czasami wchodząc nawet do domu po kawałek chleba. Przed ślubem krowa otrzymała specjalnie przygotowaną girlandę z żywych kwiatów.
Ciągnik, krowa i szpaler z widełCeremonia odbyła się w kościele Holy Cross w miejscowości Mark. Panna młoda pokonała pierwszą część drogi ciągnikiem, po czym w sukni ślubnej przesiadła się na grzbiet White Chocolate Button i w asyście druhen dotarła pod same drzwi świątyni.
Po złożeniu przysięgi małżeńskiej na nowożeńców czekała kolejna niespodzianka – świadkowie i goście utworzyli przed kościołem uroczysty szpaler z wideł i tradycyjnych narzędzi rolniczych.
Obrządek nie poczeka: Najpierw dojenie, potem weseleGrafik dnia ślubu był ściśle podporządkowany rytmowi pracy w gospodarstwie.
Jak przyznaje Victoria, przygotowania do ślubu trwały aż dziesięć lat ze względu na nawał pracy w gospodarstwie. Główną motywacją do zorganizowania tak nietypowego przejazdu była chęć wywołania uśmiechu na twarzach ludzi w trudnych dla rolnictwa czasach. Dzieci pary mają teraz nadzieję, że niezwykłym orszakiem zainteresuje się sam Jeremy Clarkson.
©
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.