– Wcześniej zastanawiałem się, dlaczego ludzie, którzy mają bardzo dobre kwalifikacje, podczas rozmów rekrutacyjnych nie zawsze są pewni siebie. Teraz rozumiem, z czego to wynika. Kiedy przestaje się być osobą, która decyduje o zatrudnieniu, a staje się kandydatem do pracy, ten stres się pojawia – mówi Marcin Stanecki, Główny Inspektor Pracy w latach 2024-2026.
1 lipca 2026 roku Rada Ochrony Pracy oraz sejmowa komisja podjęły decyzje dotyczące przyszłości dotychczasowego szefa Państwowej Inspekcji Pracy. Marcin Stanecki, mimo że był postrzegany przez część środowiska pracodawców jako urzędnik nastawiony na dialog i racjonalne podejście do relacji z biznesem, został odwołany ze stanowiska. Decyzja ta była zaskoczeniem dla wielu przedstawicieli pracodawców oraz specjalistów HR.
Zainteresowanie opinii publicznej wzbudził również wpis Marcina Staneckiego w serwisie LinkedIn, w którym odniósł się do swojego odwołania oraz powrotu na rynek zawodowy. Opisuje w nim doświadczenia związane z poszukiwaniem nowego zatrudnienia oraz wyzwania, z jakimi mierzą się kandydaci biorący udział w procesach rekrutacyjnych.
O szczegółach opowiada w rozmowie z PulsHR.
W swoim wpisie na LinkedInie napisał pan, że po raz pierwszy od dawna znalazł się po drugiej stronie stołu rekrutacyjnego. Czy po zakończeniu pracy na tak wysokim stanowisku trudno było wrócić na rynek pracy?
Marcin Stanecki, Główny Inspektor Pracy w latach 2024-2026, dyrektor Departamentu Prawa Pracy w Ministerstwie Rodziny, Pracy i Polityki Społecznej w latach 2021-2024: – Przez 5 lat sprawowałem funkcję kierowniczą. Najpierw przez 3 lata byłem dyrektorem departamentu pracy odpowiedzialnym za wdrożenie do polskich przepisów dwóch dyrektyw: work-life balance i o przewidywalnych warunkach pracy, które przyniosły największą od dekad zmianę naszego Kodeksu pracy. Przez kolejne 2 lata byłem Głównym Inspektorem Pracy odpowiedzialnym za nadzór nad naszym rynkiem pracy. Pracując na stanowisku menedżerskim, miałem do dyspozycji sztab ludzi do pomocy i stałe wynagrodzenie – nie rozliczano mnie bezpośrednio z efektów, jak to się robi w sektorze prywatnym, choć przyznam, że efekty mojej pracy przyniosły mi wyróżnienia i uznanie w wielu środowiskach, od organizacji pracodawców przez związki zawodowe po służby BHP odpowiedzialne w każdej firmie za bezpieczeństwo, zdrowie i życie pracowników.
Dzisiaj, rozmawiając o propozycjach nowej pracy, zdaję sobie sprawę, że kluczowe dla firm, które chcą mnie zatrudnić, są moja rozpoznawalność i fakt, jak ważne jest obecnie w Polsce prawo pracy. Mam wrażenie, że zainteresowanie tymi regulacjami ze strony nie tylko zatrudnionych, ale także pracodawców, będzie rosło. Nie chodzi tu tylko o zmienione przepisy o Państwowej Inspekcji Pracy, które dają inspektorom nowe narzędzia do przeciwdziałania nieprawidłowościom przy zatrudnianiu na kontraktach cywilnoprawnych w miejsce etatów. Przed nami wdrożenie unijnej dyrektywy o równości płac, co ma szczególne znaczenie dla niwelowania luki płacowej w wynagrodzeniach kobiet i mężczyzn, ale także kolejnej unijnej dyrektywy o pracownikach platform cyfrowych, która ma uregulować zasady zatrudnienia dziesiątek tysięcy kurierów i kierowców, którzy każdego dnia dowożą jedzenie, dostarczają paczki czy przewożą pasażerów w całej Polsce.
Uważa pan, że osoby z dużym doświadczeniem mają dziś łatwiej na rynku pracy czy może paradoksalnie trudniej im znaleźć odpowiednią ofertę?
– Nie mogę powiedzieć, że nie mam ciekawych propozycji pracy. Po moim wpisie na LinkedInie napłynęło ich naprawdę wiele. Są wśród nich także oferty od osób, które prowadzą firmy zupełnie niezwiązane z moją branżą – w ten sposób chcą mi po prostu pomóc. Ten odruch solidarności jest bardzo duży. Jestem zaskoczony siłą mediów społecznościowych i tym, że tak duża grupa osób chce pomagać. To jest bardzo pozytywne i miłe.
Praca w sektorze publicznym bardzo jednak różni się od tej w sektorze prywatnym. Mam wrażenie, że ma bardziej projektowy charakter.
Czy teraz inaczej patrzy pan na osoby, które przez wiele miesięcy pozostają bez zatrudnienia?
– Mam poczucie, że nie do końca pojmowałem ich sytuację, rozgoryczenie i zniecierpliwienie. Dopiero teraz zrozumiałem, że osoby, które się do mnie zgłaszały po poradę czy wsparcie, były zwalniane i to często nie ze swojej winy. Taki jest jednak obecny rynek pracy w Polsce, na którym to pracodawcy decydują, z kim i kiedy chcą współpracować. Skończyły się czasy, gdy można było na jednym stanowisku dotrwać do emerytury. Trzeba być gotowym na zmiany i podejmowanie nowych wyzwań. Oznacza to mniejszą stabilizację, szczególnie na wysokich stanowiskach.
Z drugiej strony jednak zmiana otwiera możliwość rozwoju, poznawania nowych osób, podejmowania nowych wyzwań.
"Najbardziej zaskakuje długość rozmów oraz dociekliwość moich rozmówców"Co najbardziej zaskoczyło pana jako kandydata?
– Do tej pory to ja rekrutowałem i wybierałem osoby do pracy, więc perspektywa była zupełnie inna. Gdy uczestniczyłem w rozmowach rekrutacyjnych jako potencjalny pracodawca, czułem się swobodnie i komfortowo. Teraz sytuacja się odwróciła. To ja muszę się zaprezentować, pokazać swoje mocne strony i przekonać drugą osobę, że warto mnie zatrudnić.
Wcześniej zastanawiałem się, dlaczego ludzie, którzy mają bardzo dobre kwalifikacje, podczas rozmów rekrutacyjnych nie zawsze są pewni siebie. Teraz rozumiem, z czego to wynika. Kiedy przestaje się być osobą, która decyduje o zatrudnieniu, a staje się kandydatem do pracy, ten stres się pojawia.
Najbardziej zaskakuje długość rozmów oraz dociekliwość moich rozmówców. Rozmowy, które do tej pory odbyłem, trwały godzinę, a czasem nawet półtorej. W moim przypadku pada bardzo dużo pytań dotyczących historii mojego odwołania. Ta historia jest jednak powszechnie znana i została już opisana, a informacje, które można znaleźć w mediach, są prawdziwe.
Pojawia się również wiele pytań dotyczących mojego podejścia do wyzwań, z którymi mierzy się obecnie rynek pracy. Rozmówcy pytają, jakie mam dziś podejście do tych kwestii, czy nadal podtrzymuję stanowisko, które wcześniej prezentowałem, czy może coś się w tym zakresie zmieniło.
Czy z perspektywy byłego Głównego Inspektora Pracy podczas rozmów rekrutacyjnych zdarzają się sytuacje, w których rekruterzy łamią przepisy?
– Nie spotkałem się z żadnym naruszeniem zasad wynikających z prawa pracy. Rozmowy są prowadzone bardzo profesjonalnie, a pytania są wnikliwe i czasem naprawdę zaskakujące. Jestem osobą dość wygadaną, a jednak zdarza mi się przez chwilę milczeć, aby dobrze zastanowić się nad odpowiedzią. Nigdy jednak nie miałem poczucia, że rozmówcy przekraczają jakiekolwiek granice.
Te rozmowy to także cenna lekcja dla mnie. Jeżeli kiedyś znowu znajdę się po drugiej stronie stołu rekrutacyjnego, to z wielu rzeczy, które teraz obserwuję, skorzystam.
Jak bardzo znalezienie pracy utrudnia fakt, że zmienia pan sektor publiczny na prywatny?
– Zupełnie inaczej wygląda proces rekrutacji w administracji, a zupełnie inaczej na rynku prywatnym. Powiedziałbym, że to są dwa różne światy. Ponadto przejście z administracji, gdzie jesteśmy naprawdę bardzo dobrze zaopiekowani i gdzie każdy pracownik ma zapewnione poczucie bezpieczeństwa, do samodzielnego funkcjonowania na rynku, jest dużym wyzwaniem.
Ja mogę mieć nieco inne spojrzenie, ponieważ wcześniej, po ponad 19 latach, które przepracowałem w Państwowej Inspekcji Pracy, samodzielnie odnalazłem się na rynku jako radca prawny. Wiem więc, jak trudno jest się na nim utrzymać. Bardzo mocno walczyłem o to, żeby pozyskać klientów i wyrobić sobie renomę dobrego radcy prawnego. Udało mi się to po roku i wtedy przyszła propozycja objęcia funkcji dyrektora w ministerstwie pracy. Długo zastanawiałem się, czy ją przyjąć. Klientów przybywało, więc zastanawiałem się, czy jest sens zmieniać coś, co wreszcie zaczęło dobrze funkcjonować. Ostatecznie jednak chęć wpływania na rzeczywistość okazała się silniejsza.
Stanowisko Głównego Inspektora Pracy określił pan jako „american dream”. Jak definiuje pan pracę marzeń? Czy nadal przede wszystkim jako misję i możliwość wpływania na rzeczywistość, czy równie ważne są dla pana bezpieczeństwo i stabilność zatrudnienia?
– Praca marzeń to taka, w której nie mam poczucia, że pracuję. Przez ostatnie 2 lata mojego życia nie czułem, że idę co rano do pracy. To była moja pasja, ale też misja. Chciałem zmieniać Państwową Inspekcję Pracy, dostosować ją do realiów XXI wieku. Przygotować urząd zatrudniający prawie 3 tysiące osób na nadchodzące zmiany. Wtedy w ogóle nie zastanawiałem się nad stabilizacją, stałym wynagrodzeniem czy urlopem wypoczynkowym. Już w weekend byłem podekscytowany i zastanawiałem się, co zrobię w poniedziałek. Żyłem tym wyzwaniem właściwie 24 godziny na dobę.
Podobnie było wcześniej, kiedy byłem dyrektorem w ministerstwie. Ta praca również bardzo mnie angażowała.
Przez ostatnie 5 lat spełniałem swoje marzenia. Teraz myślę nad tym, co chciałbym dalej robić w życiu. Zastanawiam się też, czy propozycje, które otrzymuję, rzeczywiście mi odpowiadają. Mógłbym oczywiście skorzystać z pierwszej oferty, którą mi złożono i ją przyjąć, ale chciałbym nadal mieć możliwość wykonywania pracy, która będzie moją pasją. Lubię się angażować. To jest dla mnie najważniejsze.
"Pytanie o zarobki jest najbardziej krępującym i intymnym pytaniem, jakie pada podczas rekrutacji"Pisze pan o dyskomforcie związanym z pytaniem o oczekiwania finansowe. Z czego on wynikał?
– Pytanie o zarobki jest najbardziej krępującym i intymnym pytaniem, jakie pada podczas rekrutacji. Kilka lat temu odbyłem co najmniej kilkanaście rozmów o pracę na stanowisku radcy prawnego. Uważałem wtedy, że jestem fachowcem i podawałem stosunkowo wysokie jak na tamte czasy oczekiwania finansowe. Gdzieś z tyłu głowy wciąż mam więc myśl, że nie znalazłem wtedy pracy właśnie dlatego, że oczekiwałem zbyt wysokiego wynagrodzenia. Na moje miejsce zawsze znajdował się ktoś, kto był gotowy wykonywać tę samą pracę za mniejsze pieniądze. Takie doświadczenie, a właściwie pewna trauma, zostaje w człowieku, który jedzie na rozmowę kwalifikacyjną, potem na drugą, trzecią, czwartą i za każdym razem słyszy, że zbyt wysoko się ceni, a pracodawcy nie stać na takie wynagrodzenie. Gdzieś z tyłu głowy została mi myśl, że może trzeba było oczekiwać mniej. Skoro innym opłaca się zatrudnić za mniejsze pieniądze, to może ja również powinienem obniżyć swoje oczekiwania. Moim zdaniem musimy zwracać uwagę na to, że ważna jest jednak także jakość pracy, którą oferuje kandydat na dane stanowisko. Z perspektywy czasu wyszło mi to na dobre.
Powiedzmy sobie też szczerze, że konkurencja na rynku radców prawnych jest bardzo duża. To nie jest tak, że możemy przebierać w ofertach. Świadczy o tym chociażby ostatni nabór, który przeprowadzaliśmy w Państwowej Inspekcji Pracy. Zatrudniliśmy 84 radców prawnych, a zgłoszeń z całej Polski było bardzo dużo. Sam byłem wtedy zaskoczony, że tak szybko udało nam się znaleźć pracowników. Pomyślałem sobie, jeszcze jako Główny Inspektor Pracy, że jeśli stracę stanowisko, to co będzie dalej? Przecież taka funkcja nie jest dana raz na zawsze i każdy musi liczyć się z tym, że przyjdzie mu ją opuścić. No i teraz jestem dokładnie w tej sytuacji.
Sytuacja na rynku pracy nie pomaga?
– Nie pomaga. Widoczne było to podczas naborów, które prowadziliśmy w PIP. Jeszcze dwa lata temu w dużych ośrodkach i aglomeracjach trudno było znaleźć kandydatów. Tymczasem w tym roku przeprowadziliśmy rekrutację 180 osób i w krótkim czasie udało się zapełnić wszystkie wakaty. To pokazuje, że obecnie na naszym rynku jest bardzo dużo dobrych kandydatów zainteresowanych tym, żeby podjąć atrakcyjną pracę. Praca w administracji może nie jest najlepiej wynagradzana – wiadomo, że na rynku prywatnym można zarobić zdecydowanie więcej – ale daje stabilizację i poczucie bezpieczeństwa. A także poczucie realizowania się w misji pomagania innym. Liczba osób, które aplikowały, była naprawdę duża. Sami byliśmy tym zaskoczeni. Nie zdawałem sobie sprawy, że sytuacja na rynku pracy aż tak bardzo się zmieniła.
Jestem na szczęście w dość komfortowej sytuacji, bo rozważam obecnie kilka propozycji pracy. Chciałbym jednak, aby moja nowa rola, której się podejmę, miała znaczenie.
"Kiedyś dziwiło mnie, gdy czytałem, że stres związany z utratą pracy może być porównywalny ze stresem po śmierci bliskiej osoby czy rozwodem"Wiele zwolnionych osób mówi o „syndromie rozbitka”, czyli o stanie zagubienia, bezradności i braku poczucia stabilności po utracie pracy. Jak wygląda sytuacja osoby, która traci zatrudnienie i zostaje sama na rynku pracy? Czy ma pan poczucie, że brakuje wtedy wsparcia?
– Sytuacja osoby, która traci pracę, zmienia się diametralnie. To zupełnie inna rzeczywistość. Kiedy czytałem historie osób, które po publikacji mojego wpisu na LinkedInie napisały do mnie, żeby mnie pocieszyć i powiedzieć, że w podobnej sytuacji jest więcej osób, odpisywałem, że moja historia właściwie niczym nie różni się od ich historii. Różnica jest tylko taka, że o moim odwołaniu było głośno, ponieważ pełniłem funkcję publiczną, dość dobrze widoczną w mediach. Jeśli jednak chodzi o odczucia i emocje, które towarzyszą człowiekowi w takiej sytuacji, są one dokładnie takie same.
Kiedyś dziwiło mnie, gdy czytałem, że stres związany z utratą pracy może być porównywalny ze stresem po śmierci bliskiej osoby czy rozwodem. Dziś już rozumiem, że rzeczywiście utrata pracy może być bardzo trudnym i obciążającym doświadczeniem. Od mojego odwołania minęły już ponad trzy tygodnie i przyznam, że w pierwszych dniach trudno mi było przestawić się na nowe tory. Ale to naturalny proces i głęboko wierzę w to, że każdy rozbitek na naszym rynku pracy znajdzie swój ląd na horyzoncie – do którego bezpiecznie dotrze i w nowym miejscu zacznie budowę nowej rzeczywistości.
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
| # | Наименование новости | Тональность | Информативность | Дата публикации |
|---|---|---|---|---|
| 1 | Ukryta bariera w rekrutacji. Polacy przegrywają przez coś, czego nie wpisują w CV | 0 | 7.39 | 27-07-2026 |
| 2 | Wstrząs na rynku pracy. Pracownicy po cichu tracą zatrudnienie | -2 | 7 | 12-06-2026 |
| 3 | Trzy zawody, które PIP skontroluje na pewno. Będzie karać za B2B | 0 | 12.38 | 24-07-2026 |
| 4 | Tak firmy tracą najlepszych kandydatów. Wystarczy jeden z tych błędów | 0 | 8.37 | 16-07-2026 |
| 5 | To dlatego Polacy rezygnują z rekrutacji. Odrzuca ich na pozór błaha rzecz | 0 | 11.09 | 13-07-2026 |
| 6 | Zniknęło niemal 10 tys. etatów. Rynek pracy nie widział czegoś takiego od dekad | -2 | 7 | 22-02-2026 |
| 7 | Pensje jeszcze idą w górę, ale o pracę jest coraz trudniej | 0 | 11.32 | 20-07-2026 |
| 8 | Fala zwolnień tuż za rogiem. Te dwie branże są na celowniku | -2 | 6 | 07-04-2026 |
| 9 | Kryzys w urzędach pracy. Sytuacja bez precedensu w Polsce | -2 | 7 | 28-03-2026 |
| 10 | Sztuczna inteligencja wywraca rekrutację do góry nogami. Zaskakujący efekt | 0 | 9.17 | 06-07-2026 |