Вход на сайт

Просмотр новости

Найдите то, что Вас интересует

Lęk przed stygmatyzacją bywa silniejszy. Edukacja włączająca to często idea na papierze

Дата публикации: 09-11-2025 00:00:00

Edukacja włączająca daje szansę na integrację i budowanie otwartego społeczeństwa, ale w praktyce wymaga ogromnych nakładów pracy, dodatkowych zasobów i systemowego wsparcia - twierdzą psycholożki Agata Goźlińska i Karolina Piaskowska, autorki bloga Psycholog w szkole. Bez tego łatwo o sytuację, w której idea pozostaje na papierze, dziecko ma trudności z adaptacją, nauczyciele czują się przeciążeni, a rodzice mają poczucie ciągłej walki z systemem.

Основное содержимое страницы с новостью.

Edukacja włączająca daje szansę na integrację i budowanie otwartego społeczeństwa, ale w praktyce wymaga ogromnych nakładów pracy, dodatkowych zasobów i systemowego wsparcia - twierdzą psycholożki Agata Goźlińska i Karolina Piaskowska, autorki bloga Psycholog w szkole. Bez tego łatwo o sytuację, w której idea pozostaje na papierze, dziecko ma trudności z adaptacją, nauczyciele czują się przeciążeni, a rodzice mają poczucie ciągłej walki z systemem.

  • Wdrożenie edukacji włączającej w szkole ogólnodostępnej utrudnia  niewystarczająca liczba nauczycieli wspomagających, specjalistów i środków dydaktycznych.
  • Zbyt duża liczebność klas ogranicza możliwość indywidualizacji pracy i skuteczność wsparcia każdego ucznia.
  • Brak dostarczenia szkole przez rodziców dokumentacji dziecka wynika z obaw przed stygmatyzacją. Ale utrudnia nauczycielom zrozumienie ucznia i przeszkadza we właściwym dostosowaniu metod pracy.
Nauczyciele stają przed ogromnym wyzwaniem dostosowania pracy do bardzo różnych potrzeb

Czy edukacja włączająca w szkole ogólnodostępnej jest rzeczywiście włączająca?

Agata Goźlińska, psycholog, doradca zawodowy: - To temat złożony i wymagający spojrzenia z wielu perspektyw. Z jednej strony jej założenia są niezwykle wspierające - zakładają, że każde dziecko, niezależnie od trudności, ma prawo do nauki w swoim środowisku lokalnym, w kontakcie z rówieśnikami. To ważne, bo daje poczucie przynależności i normalizacji.

Z drugiej strony trzeba zapytać, jakie realne możliwości ma szkoła ogólnodostępna i czy dysponuje odpowiednimi zasobami, by to prawo przełożyło się na jakość edukacji i dobro tego konkretnego ucznia?

Skoro zadają panie to pytanie, spróbujmy na nie odpowiedzieć.

Karolina Piaskowska, psycholog, specjalista wczesnej interwencji i wczesnego wspomagania rozwoju: - Fakty są takie: w klasie integracyjnej nie może być więcej niż 20 uczniów, w tym maksymalnie 5 uczniów z orzeczeniem o potrzebie kształcenia specjalnego ze względu na niepełnosprawność. Wśród tych 20 uczniów mogą być także uczniowie z orzeczeniem wydanym ze względu na zagrożenie niedostosowaniem społecznym, często wydawanym np. dla uczniów z ADHD, tikami, mutyzmem wybiórczym itd. Już po samym opisie widzimy, że może być trudno zabezpieczyć wszystkie potrzeby rozwojowe, edukacyjne, emocjonalne uczniów.

Natomiast w klasie ogólnodostępnej liczba uczniów z orzeczeniami nie jest ograniczona. Dodatkowo nie zawsze jest zatrudniony nauczyciel współorganizujący kształcenie, jak ma to miejsce w klasach integracyjnych. A klasy ogólnodostępne mogą mieć nawet ponad 30 uczniów w szkole ponadpodstawowej.

Nauczyciele w szkołach ogólnodostępnych stają więc przed ogromnym wyzwaniem dostosowania pracy do bardzo różnych potrzeb, a jednocześnie ich podstawowym obowiązkiem jest przecież nauczanie przedmiotu.

Jednocześnie nauczyciele muszą dbać o dobro dziecka, także w innych obszarach?

Agata Goźlińska: - W praktyce często muszą zajmować się także innymi obszarami, np. fizycznym bezpieczeństwem dziecka - to zalecenia, co do miejsca w ławce czy sprzętu, wsparciem emocjonalnym w przypadku uczniów z podwyższonym lękiem, trudnościami adaptacyjnymi albo dostosowaniem materiału, choćby ze względu na poziom intelektualny ucznia itd.

Dziecko z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim musi realizować tę samą podstawę programową

Edukacja włączająca zakłada obecność uczniów z niepełnosprawnością intelektualną w szkole powszechnej, w tym również w szkole średniej. Czy to założenie się sprawdza?

Karolina Piaskowska: - Dziecko z niepełnosprawnością intelektualną w stopniu lekkim, mimo wprowadzanych dostosowań, musi realizować tę samą podstawę programową, co uczeń z inteligencją powyżej przeciętnej. W praktyce, nawet przy odpowiednim dostosowaniu wymagań, uczeń często doświadcza trudności i ma problem z opanowaniem materiału.

Największym wyzwaniem w tej sytuacji jest oczekiwanie, że uczeń z niepełnosprawnością intelektualną będzie osiągał wyniki na takim samym poziomie, jak jego rówieśnicy. Oczekiwanie to może wynikać z presji rodziców, nauczycieli czy chęci samego ucznia, ale w dużej mierze narzuca je przede wszystkim sam system edukacji. Nauczyciele przedmiotu są ekspertami w swojej dziedzinie, nie muszą być specjalistami w pracy z uczniem niepełnosprawnym intelektualnie. A taki uczeń  potrzebuje specjalistycznej opieki.

Agata Goźlińska: - Najlepszym nauczycielem dla ucznia z niepełnosprawnością intelektualną jest oligofrenopedagog - specjalista przygotowany do pracy z dziećmi z NI. Nauczyciel przedmiotowiec, który na co dzień nie posiada takiego przygotowania, nawet po odbyciu dodatkowych szkoleń nie staje się specjalistą w tym zakresie.

Dodatkowym problemem jest fakt, że nie w każdej szkole zatrudniony jest nauczyciel współorganizujący kształcenie, który naprawdę może ułatwić zarówno proces edukacji, jak i rozwój osobisty oraz społeczny uczniów. W efekcie koszt emocjonalny ponoszą wszyscy - uczeń, jego rodzice i nauczyciele.

Czy w tej sytuacji można dostrzec jakieś korzyści dla ucznia?

Karolina Piaskowska: - Oczywiście. Są nimi kontakt z rówieśnikami, możliwość uczestniczenia w życiu klasy, rozwijanie umiejętności społecznych i poczucia przynależności. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że bez odpowiednich zasobów i specjalistycznego wsparcia częściej na pierwszy plan wysuwają się trudności i stres.

Z perspektywy szkoły każda dodatkowa informacja o uczniu pozwala lepiej dostosować metody pracy i szybciej reagować na jego potrzeby. Jednak rodzice czasem patrzą na dobro dziecka z innej perspektywy niż szkoła. Dla rodzica najważniejsze jest dobro własnego dziecka.

Agata Goźlińska: - Za każdym z tych dzieci stoją rodzice czy opiekunowie, dla których dobro i zabezpieczenie potrzeb ich konkretnego dziecka jest najważniejsze. Jedni rodzice czy opiekunowie rozumieją sytuację i będą jak najbardziej współpracować ze szkołą, dla innych nie będzie to priorytetem.

Rodzice nie mają obowiązku przedstawiać szkole dokumentacji dziecka, więc niektóre opinie i orzeczenia nie trafiają do rąk nauczycieli. Z czego może wynikać decyzja rodziców?

Karolina Piaskowska: - Często z obawy przed oceną, stygmatyzacją dziecka i brakiem wiary oraz wiedzy na temat możliwości wsparcia, jakie idą za diagnozą. Wielu rodziców obawia się, że dziecko zostanie sprowadzone jedynie do „trudności”, a zostaną pominięte informacje o jego zdolnościach czy możliwościach. Z perspektywy praktyki szkolnej widzimy rodziców, którzy z ogromnym zaangażowaniem korzystają z pomocy specjalistów, pozostają w stałym kontakcie ze szkołą, ufają nauczycielom, mają dużą świadomość, na czym polegają trudności dziecka.

Widzimy także rodziców, którzy na propozycję pogłębienia diagnozy i znalezienia przyczyny trudności dziecka reagują wycofaniem, niechęcią do współpracy czy próbą zaprzeczania. Niejednokrotnie po sugestii szkoły wykonują badania, dostają opinię czy diagnozę, jednak mają opór, by podzielić się tą informacją z innymi. Obawy rodziców mogą przesłonić dobro dziecka.

Agata Goźlińska: - Dobro dziecka w obecnej sytuacji bywa różnie rozumiane i interpretowane. Rodzice patrzą na nie z innej perspektywy niż szkoła. Dlatego warto wspólnie usiąść, omówić nasze punkty widzenia, możliwości wsparcia oraz ustalić wspólny cel. Z perspektywy szkoły każda dodatkowa informacja o uczniu pozwala lepiej dostosować metody pracy i szybciej reagować na jego potrzeby.

Jednak warto pamiętać, że sama obecność opinii czy orzeczenia nie rozwiązuje problemów. Kluczowe pozostaje to, co nauczyciel, wychowawca i rodzic są w stanie wspólnie zrobić na rzecz dziecka. Czy tak samo rozumieją, na czym polega trudność dziecka, czy sobie wzajemnie ufają.

Dlatego zamiast koncentrować się wyłącznie na formalnym obowiązku, większą wartość ma budowanie atmosfery otwartości i bezpieczeństwa, w której rodzic czuje, że może podzielić się informacjami bez obawy o konsekwencje. To właśnie klimat współpracy i wzajemnego szacunku daje największą szansę, że uczeń otrzyma realne wsparcie zarówno w szkole, jak i w domu.

Czy należałoby rozwiązać tę kwestię prawnie tak, aby pełna dokumentacja o zdrowiu ucznia trafiała do szkoły wraz z nim?

Karolina Piaskowska: - W naszej ocenie nie istnieje jedno, idealne rozwiązanie tego problemu. Zobowiązanie rodziców do przekazywania pełnej dokumentacji może przynieść skutek odwrotny od zamierzonego - część z nich zrezygnuje z diagnozy czy poszukiwania pomocy, gdy lęk i obawa przed stygmatyzacją okażą się silniejsze. Są również rodzice, którzy decydują się na wykonanie diagnozy, jednak nie przekazują jej wyników szkole. Mimo to aktywnie współpracują ze specjalistami i lekarzami poza środowiskiem szkolnym - uczestniczą w warsztatach, pogłębiają wiedzę i podejmują realne działania, by wspierać swoje dziecko. Wprowadzenie obowiązku przekazywania każdej diagnozy do szkoły mogłoby sprawić, że część rodziców zrezygnuje z takich inicjatyw z obawy przed oceną czy stygmatyzacją.

Z drugiej strony brak dostępu do dokumentów sprawia, iż szkoła często działa po omacku, podczas gdy każda diagnoza niesie ze sobą wskazówki do pracy i umożliwia dostosowanie wsparcia do potrzeb konkretnego dziecka.

Warto podkreślić, że opinia czy orzeczenie to jedynie punkt wyjścia. Z jednej strony może to być obszerny dokument, zawierający szczegółowe informacje o mocnych stronach i trudnościach ucznia, z drugiej - sporządzany jest zwykle raz na kilka lat. Zalecenia i dostosowania są napisane na dużym poziomie ogólności. Oznacza to, że i tak konieczna pozostaje bieżąca współpraca rodziców, szkoły i dziecka, aby stale weryfikować podejmowane działania i reagować na aktualne potrzeby. Nauczyciel, aby to czynić, potrzebuje informacji o trudnościach ucznia.

Agata Goźlińska: - Trzeba też zwrócić uwagę na perspektywę nauczyciela, który w 25- czy 33-osobowej klasie pracuje z kilkorgiem uczniów posiadających opinie lub orzeczenia oraz z innymi, wymagającymi dodatkowego wsparcia.

Brak pełnej informacji może w takiej sytuacji znacząco utrudniać skuteczne działanie. Dlatego dostrzegamy zarówno zalety, jak i ograniczenia obecnego rozwiązania. Naszym zdaniem kluczowe nie jest sztywne prawo, lecz budowanie relacji opartych na zaufaniu i zrozumieniu - tak, by rodzic sam widział w przekazaniu dokumentacji realną korzyść dla swojego dziecka.

Szablonowość opinii poradni psychologiczno-pedagogicznej. „To, co dzieje się później, zależy już od współpracy szkoły, rodziny i samego ucznia”

Wspomniały panie o bieżącej współpracy rodziców, szkoły i dziecka. Wspomnijmy także o roli poradni psychologiczno-pedagogicznych w diagnozowaniu uczniów. Nauczyciele skarżą się, że dokumentacja wychodząca z poradni jest często tworzona według szablonu i niewiele realnie mówi o uczniu.

Karolina Piaskowska: - Opinie i orzeczenia mają swoją określoną strukturę - to wynika z przepisów prawa oświatowego i służy temu, aby wszystkie niezbędne informacje były w nich ujęte w sposób czytelny i porównywalny. Dzięki temu każda szkoła wie, w którym miejscu dokumentu znajdzie konkretne wskazówki. Z jednej strony daje to przejrzystość, z drugiej faktycznie sprawia, że dokumenty bywają odbierane jako „szablonowe”.

Warto pamiętać, że diagnoza w poradni opiera się zwykle na kilku spotkaniach z psychologiem, pedagogiem czy innym specjalistą. To krótki czas, a sytuacja diagnostyczna jest sztucznie stworzona. Specjaliści nie zawsze mają możliwość zaobserwowania pełnego obrazu funkcjonowania dziecka.

Bardzo ważną rolę odgrywa tu informacja ze szkoły i wywiad zebrany od opiekunów, a i tak nie zawsze jest pewność, iż wszystkie informacje zostały przekazane.

Agata Goźlińska: - Dodatkowo dokumenty wydawane w poradni psychologiczno-pedagogicznej są wydawane na różny okres, np. opinia o dysleksji wydawana jest raz na całe życie, zaś orzeczenie o potrzebie kształcenia specjalnego na dany etap edukacyjny. Dziecko i jego potrzeby zmieniają się dynamicznie.

Dlatego opinia czy orzeczenie mają być na tyle uniwersalne, by szkoła - która na co dzień obserwuje ucznia - mogła modyfikować sposób udzielania pomocy psychologiczno-pedagogicznej.

Kluczowa jest psychoedukacja rodziców i nauczycieli - wyjaśnianie, co taki dokument daje, do czego zobowiązuje, jakie są jego ograniczenia, a jakie korzyści. Diagnoza sama w sobie nie rozwiązuje problemów tylko otwiera drzwi do działań wspierających. To, co dzieje się później, zależy już od współpracy szkoły, rodziny i samego ucznia.

TAGI

Схожие новости

#Наименование новостиТональностьИнформативностьДата публикации
1System sprawdzania matur do poprawki. Nawet co piąty egzaminator w Polsce popełniał błędy07.2630-10-2025
2Godziny nadliczbowe nauczycieli to problem dla samorządów. Uderzą w szkoły i budżety07.716-04-2026
3Oświata to kluczowe zadanie samorządów. Nie może jednak przesłaniać innych obowiązków08.2102-07-2026
4Jest pomysł na nowy program zajęć dla uczniów. Znamy już opinię MEN08.9830-07-2026
5"Szkoły są przykładem państwowej cywilizacji". MEN chce ratować placówki w małych ośrodkach08.3825-02-2026
6Skala depopulacji wymaga drastycznych zmian w sieci szkół. "Pudrowanie systemu nic nie da"07.1602-07-2026
7❤"Есть одна важная травма, которая может отравить любое обучение чему ...05.3328-07-2026
8❤"Есть одна важная травма, которая может отравить любое обучение чему ...05.3328-07-2026
9Сказали бы вы это хоть раз во время подготовки к ...06.3124-07-2026
10"Одних детей мы готовы видеть, а других — прогнать": почему инклюзия — это не про пандусы0010-09-2020

Классификация: . Схожих патентов: 0. Схожих новостей: 10. Тональность: 0. Информативность: 7.28. Источник: www.portalsamorzadowy.pl.