Pierwsze kombajny wyjechały już w pola, rozpoczynając zbiory jęczmienia ozimego w południowo-zachodniej Polsce. Rolnicy z niepokojem przyglądają się plantacjom pszenicy, które pod koniec czerwca znalazły się pod wpływem rekordowych upałów. Tymczasem na rynku zbóż panuje wyjątkowy spokój, mimo że prognozy zbiorów w wielu krajach świata są systematycznie obniżane. O sytuacji na rynku, cenach i najważniejszych czynnikach wpływających na handel rozmawiamy z Mirosławem Marciniakiem, analitykiem rynków rolnych InfoGrain.
Pierwsze kombajny wyjechały już w pola, rozpoczynając zbiory jęczmienia ozimego w południowo-zachodniej Polsce. Rolnicy z niepokojem przyglądają się plantacjom pszenicy, które pod koniec czerwca znalazły się pod wpływem rekordowych upałów. Tymczasem na rynku zbóż panuje wyjątkowy spokój, mimo że prognozy zbiorów w wielu krajach świata są systematycznie obniżane. O sytuacji na rynku, cenach i najważniejszych czynnikach wpływających na handel rozmawiamy z Mirosławem Marciniakiem, analitykiem rynków rolnych InfoGrain.
Czy rzeczywiście czeka nas słaby sezon? Czy wysokie temperatury odbiją się przede wszystkim na jakości ziarna? Jakich cen mogą spodziewać się producenci i dlaczego rynek nie reaguje na kolejne informacje o mniejszej produkcji? O tegorocznych żniwach, rynku zbóż i perspektywach cenowych rozmawiamy z Mirosławem Marciniakiem, analitykiem rynku rolnego InfoGrain.
Mirosław Marciniak: Na razie mówimy o bardzo wczesnym etapie zbiorów, dlatego z dużą ostrożnością podchodzę do formułowania jednoznacznych ocen. Pierwsze pola zawsze są specyficzne, to najczęściej stanowiska słabsze, gdzie rośliny zakończyły wegetację wcześniej niż gdzie indziej. Jednak z informacji, które otrzymuję od rolników i firm skupowych, wynika, że plony jęczmienia rzeczywiście są niższe niż przed rokiem. Najczęściej mówimy dziś o przedziale 5-8 ton jęczmienia z hektara, oczywiście w zależności od regionu i warunków glebowych. To nie są wyniki katastrofalne, ale wyraźnie słabsze od ubiegłorocznych.
Pierwsze próbki jęczmienia pokazują, że problemem może być przede wszystkim gęstość ziarna. Docierają do mnie informacje o gęstości na poziomie około 60 kilogramów na hektolitr, a więc wyraźnie niższej niż oczekiwano. Moim zdaniem bardzo podobny scenariusz możemy zobaczyć również podczas zbiorów kolejnych gatunków zbóż. Nie twierdzę, że wszędzie będzie identycznie, ale kierunek zmian wydaje się podobny.
Mirosław Marciniak: Mam wrażenie, że wszyscy, nie tylko w Polsce, ale również na świecie, nieustannie odnoszą obecny sezon do roku 2025. Tymczasem był to rok absolutnie wyjątkowy. Rekordowe plony uzyskano zarówno w Polsce, jak i globalnie.
Jeżeli porównujemy obecny sezon właśnie do tamtego, to oczywiście produkcja będzie niższa. Tylko że to nie oznacza automatycznie, iż mamy do czynienia z dramatycznym załamaniem. Znacznie bardziej miarodajne jest porównanie do średniej wieloletniej. A patrząc z tej perspektywy, zarówno Polska, jak i wiele innych krajów nadal znajduje się w pobliżu swoich normalnych poziomów produkcji. To bardzo ważna różnica. Można powiedzieć, że schodzimy z poziomu rekordowego do poziomu przeciętnego, a nie z poziomu przeciętnego do katastrofalnie niskiego. Oczywiście zbiory będą niższe niż przed rokiem.
Mirosław Marciniak: To jest dzisiaj największy znak zapytania całego sezonu. Rozmawiałem z wieloma specjalistami zajmującymi się uprawą zbóż i właściwie wszyscy odpowiadają podobnie: nie wiemy. Dlaczego? Bo nigdy wcześniej nie mieliśmy sytuacji, w której pod koniec czerwca, w okresie nalewania ziarna, pszenica została wystawiona na tak ekstremalne temperatury. To był pewnego rodzaju eksperyment pogodowy. Dzisiaj możemy jedynie przypuszczać, jakie będą konsekwencje. Nie ulega wątpliwości, że część potencjału plonowania została utracona. Najbardziej ucierpiały plantacje położone na lekkich glebach, gdzie już wcześniej brakowało wody. Tam wysokie temperatury praktycznie zakończyły nalewanie ziarna. Natomiast tam, gdzie wcześniej wystąpiły opady i gleba utrzymała odpowiedni zapas wilgoci, na przykład w części północnej Polski, sytuacja wygląda zdecydowanie lepiej. Rolnicy z Warmii i Mazur mówią, że kłosy wprawdzie pobielały, ale nie doszło do katastrofalnych uszkodzeń. Zupełnie inaczej wygląda sytuacja w centralnej Polsce czy miejscami na Lubelszczyźnie. Tam skutki suszy i upałów są znacznie bardziej widoczne i tam spadki plonów mogą być naprawdę duże.
Mirosław Marciniak: Tutaj musimy bardzo wyraźnie rozdzielić dwie kwestie. Pierwsza to ilość białka. Druga, zdecydowanie ważniejsza, to jego jakość technologiczna. W teorii mniejszy plon i drobniejsze ziarno często powodują wzrost koncentracji białka. Problem polega jednak na tym, że nie wiemy, co wydarzyło się z samą strukturą tego białka podczas ekstremalnych upałów. Może się okazać, że analiza laboratoryjna pokaże wysoką zawartość białka, ale jednocześnie bardzo słabe parametry glutenu. A wtedy taka pszenica nie będzie nadawała się do produkcji wysokiej jakości mąki. To jest właśnie największa niewiadoma tegorocznych żniw. Dopóki pierwsze partie ziarna nie trafią do laboratoriów, wszelkie prognozy pozostają wyłącznie hipotezami.
Mirosław Marciniak: Trzeba pamiętać o proporcjach. Polska produkuje rocznie 12-14 mln t pszenicy, natomiast cały krajowy przemysł młynarski potrzebuje około 4 mln t. To oznacza, że wystarczy, aby około 30 proc. krajowych zbiorów spełniało odpowiednie parametry jakościowe. Co roku na początku żniw pojawiają się obawy, że dobrej jakości pszenicy będzie za mało. A później okazuje się, że sytuacja jest znacznie lepsza, niż wydawało się w lipcu. Dlatego również w tym roku zachowałbym spokój. Nie wykluczam problemów z eksportem pszenicy konsumpcyjnej, jeśli okaże się, że gęstość ziarna będzie zbyt niska. Natomiast nie spodziewam się problemów z zabezpieczeniem potrzeb krajowego przemysłu młynarskiego.
Mirosław Marciniak: To jest klasyczny przykład sytuacji, w której rynek patrzy znacznie szerzej niż tylko na to, co dzieje się w Polsce, czy w Europie. Rolnicy obserwują własne pola i widzą, że plony będą niższe niż rok temu. To naturalnie rodzi przekonanie, że skoro zboża będzie mniej, ceny powinny rosnąć. Tymczasem giełda analizuje globalny bilans podaży i popytu. A ten wygląda dziś zupełnie inaczej.
Przede wszystkim bardzo dobrze zapowiadają się zbiory w regionie Morza Czarnego. Rosja, Ukraina, Rumunia i Bułgaria spodziewają się wysokich zbiorów pszenicy, co oznacza, że również w nowym sezonie będą dysponowały dużymi nadwyżkami eksportowymi. Jednocześnie bardzo dobre zbiory prognozowane są w wielu krajach będących największymi importerami pszenicy. Mam tutaj na myśli przede wszystkim Turcję, Maroko, Iran, Irak czy część państw Afryki Północnej. To właśnie ten drugi element jest często pomijany. Jeżeli najwięksi importerzy sami zbierają dobre plony, to przez pierwsze miesiące sezonu ograniczają zakupy zagraniczne. Najpierw skupują ziarno od własnych rolników, budują krajowe zapasy, a dopiero później wracają na rynek światowy. W praktyce oznacza to słabszy popyt eksportowy dokładnie w tym okresie, kiedy na rynek trafia największa ilość nowego ziarna.
Mirosław Marciniak: Dokładnie tak. Rynek nie patrzy na pojedynczy kraj ani nawet na jeden region świata. Liczy się globalny bilans. Dzisiaj mamy sytuację, w której z jednej strony produkcja u największych eksporterów będzie niższa niż przed rokiem, ale z drugiej strony również zapotrzebowanie importowe jest mniejsze. Te dwa czynniki w dużej mierze się równoważą. Dlatego nie widzimy gwałtownych wzrostów notowań, przynajmniej na tym etapie.
Moim zdaniem w okresie żniw pszenica na Matifie ma szansę poruszać się mniej więcej w przedziale 200-210 euro za tonę. Oczywiście mogą pojawiać się krótkotrwałe wahania, ale bez silnego impulsu fundamentalnego trudno oczekiwać trwałego wybicia wyżej.
Mirosław Marciniak: To zależy od perspektywy. Z jednej strony rzeczywiście uważam, że w dłuższym okresie ceny mają potencjał do umiarkowanych wzrostów. Ale trzeba zadać sobie pytanie, czy warto było zamrażać kapitał przez cały rok. Przechowywanie ziarna również kosztuje. Rolnik często patrzy wyłącznie na cenę sprzedaży, natomiast z ekonomicznego punktu widzenia należy uwzględnić koszt magazynowania, finansowania, utrzymania jakości czy utraconych możliwości wykorzystania tych pieniędzy w gospodarstwie. Dlatego nie zawsze najwyższa cena oznacza najwyższy zysk.
Mirosław Marciniak: Na rynku rzepaku zdecydowanie większe znaczenie niż sama cena będzie miał plon. Oczywiście obecne ceny są wyraźnie wyższe niż rok temu. To fakt. Natomiast nie można analizować opłacalności wyłącznie przez pryzmat notowań. Jeżeli gospodarstwo uzyska plon na poziomie 3,5-4 t z hektara, obecne ceny pozwolą osiągnąć przyzwoity wynik ekonomiczny. Problem polega na tym, że wiele plantacji takich wyników po prostu nie osiągnie. Coraz więcej sygnałów wskazuje, że część gospodarstw zakończy sezon z plonami w granicach 2-2,5 t/ha. Przy takim poziomie produkcji nawet cena przekraczająca 2200 czy 2300 zł za tonę nie wystarczy, aby w pełni pokryć rosnące koszty produkcji.
Mirosław Marciniak: Już sam areał pokazuje skalę problemu. Według danych Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa powierzchnia zasiewów rzepaku spadła do około 1 mln hektarów, czyli o mniej więcej 100 tys. hektarów względem jesiennych obsiewów. Przy średnim plonie oznacza to automatycznie kilkaset tysięcy ton mniej surowca. Jeżeli dodamy do tego słabsze plonowanie, otrzymujemy wyraźny deficyt krajowej produkcji. Polska będzie musiała zwiększyć import. Pytanie brzmi jednak nie czy, ale co będziemy importować.
Polska nie może obecnie importować ukraińskiego rzepaku, ale może sprowadzać olej rzepakowy. Jeśli rolnicy ograniczą podaż, a import nasion rzepaku będzie droższy niż oleju rzepakowego, to należy się spodziewać zwiększonego importu właśnie oleju, co obserwowaliśmy już w zakończonym sezonie 2025/26. To oznacza mniejszy przerób w Polsce i słabszą konkurencyjność całego sektora przetwórczego. Tym bardziej że Ukraina w ostatnich latach bardzo mocno rozwinęła własne przetwórstwo i eksport produktów o znacznie wyższej wartości dodanej niż sam surowiec.
Mirosław Marciniak: Pierwsza informacja o historycznie niskich zasiewach pojawiła się już w raporcie majowym i wtedy rzeczywiście obserwowaliśmy krótkotrwały wzrost cen. Później jednak inwestorzy spojrzeli szerzej. Okazało się, że mimo niższej produkcji Stany Zjednoczone nadal dysponują około 20 mln t pszenicy przeznaczonej na eksport. Jednocześnie amerykańska pszenica stała się znacznie droższa od ziarna z Europy i Rosji. To najlepiej pokazuje, jak bardzo globalny jest dziś handel zbożami. Rynek nie reaguje wyłącznie na wielkość zbiorów.
Mirosław Marciniak: Nawet do 550 zł. Przede wszystkim mamy do czynienia z odwróceniem sytuacji pogodowej, którą obserwowaliśmy przez ostatnie trzy lata. W poprzednich sezonach największym problemem była południowo-wschodnia Europa. Rumunia, Bułgaria czy Węgry mocno cierpiały z powodu suszy, co automatycznie ograniczało potencjał produkcyjny całego regionu. W tym roku sytuacja wygląda zupełnie inaczej. Największe problemy pojawiły się we Francji, która jest jednym z najważniejszych producentów kukurydzy w Unii Europejskiej. Tam fala upałów zbiegła się z bardzo ograniczonymi opadami. Nawet jeśli temperatury chwilowo spadną, bez deszczu potencjału plonowania nie uda się już odbudować. Coraz częściej mówi się o zbiorach poniżej 10 mln t, podczas gdy jeszcze rok wcześniej Francja zebrała ponad 13 mln t. To ogromna różnica.
Mirosław Marciniak: Niekoniecznie. Trzeba pamiętać, że równocześnie poprawiła się sytuacja na Bałkanach. Rumunia i Bułgaria mają obecnie zdecydowanie lepsze warunki niż w poprzednich latach. Tam potencjał produkcyjny wygląda bardzo dobrze i wiele wskazuje na to, że będzie to pierwszy od kilku sezonów rok z wysokimi zbiorami kukurydzy. To częściowo zrekompensuje straty we Francji. Poza tym Europa od wielu lat pozostaje importerem netto kukurydzy. Co roku sprowadzamy około 17-19 mln t ziarna spoza Unii Europejskiej. Mniejsze zbiory we Francji i wysokie ceny tamtejszego ziarna otwierają drogę do jeszcze większego importu z krajów trzecich.
Trzeba pamiętać, czym właściwie jest Matif. To francuska giełda. Naturalne jest więc, że w największym stopniu odzwierciedla sytuację właśnie na rynku francuskim. Jeżeli Francja ma problemy produkcyjne, notowania reagują bardzo szybko. Ale to nie oznacza automatycznie, że taki sam obraz zobaczymy na rynku światowym. Europa może jeszcze bardziej zwiększyć import z Ukrainy, Ameryki Południowej czy Stanów Zjednoczonych. Jeżeli importowana kukurydza okaże się tańsza, to właśnie ona będzie zaspokajała potrzeby przemysłu paszowego w Europie. W takiej sytuacji bardzo wysokie ceny francuskiej kukurydzy po prostu nie będą konkurencyjne na rynku eksportowym.
Jeśli chodzi o ceny umów kontraktacyjnych w Polsce powiedziałbym wręcz, że rynek zaczyna się sam napędzać. Przyczyną nie jest wyłącznie sytuacja podażowa, a rosnąca konkurencja pomiędzy podmiotami skupowymi.
| # | Наименование новости | Тональность | Информативность | Дата публикации |
|---|---|---|---|---|
| 1 | Żniwa jęczmienia na południu Polski. Takie są plony i ceny skupu | 0 | 5 | 06-07-2026 |
| 2 | Ceny rzepaku 2026. Są już oferty firm skupujący surowiec | 2 | 4 | 06-07-2026 |
| 3 | Kombajny wyjechały w pola 10 dni wcześniej. Rolnicy mają powody do obaw | 0 | 5 | 06-07-2026 |
| 4 | Pogoda wstrzymuje małe żniwa. Sprawdzamy, czy jęczmień może porastać | 0 | 5 | 06-07-2026 |
| 5 | Sprzedaż ciągników odbiła w czerwcu. Wciąż poniżej ubiegłego roku | 0 | 5 | 05-07-2026 |
| 6 | Ostatni zabieg w rzepaku? Tylko wtedy, gdy ryzyko osypywania jest realne | 0 | 5 | 06-07-2026 |
| 7 | Ten problem wraca co roku. Rolnicy ryzykują mandaty | 0 | 5 | 06-07-2026 |
| 8 | To będzie duży problemem w rzepaku. Takiej sytuacji jeszcze nie było | -5 | 6 | 07-07-2026 |
| 9 | Najczęstsze awarie kombajnów zbożowych. Jak im zapobiegać? | 2 | 8 | 05-07-2026 |
| 10 | Jak produkuje się kukurydzę nasienną we Francji? Rolnik szczerze o technologii, opłacalności i bolączkach | 0 | 7 | 05-07-2026 |