Dwa potężne dźwigi, tysiące ton stali i inżynieryjna precyzja na otwartym Bałtyku. Z bliska widzieliśmy, jak powstają projekty Equinora i Polenergii, morskie farmy Bałtyk 2 i 3.
Jeszcze z końcem 2024 r. w tej części Bałtyku nie było choćby jednej instalacji, która wiązałaby się z morską energetyką wiatrową. Jednak z miesiąca na miesiąc instalowane są kolejne monopale, na których staną później wieże i turbiny morskich elektrowni.
Ten rok jest szczególny, bo na morzu równocześnie postępują prace kilku projektów elektrowni wiatrowych. Kiedy spojrzy się na ruch jednostek, to wokół farm jest szczególnie tłoczno. W szczycie pracowała tam co najmniej setka różnych statków.
Gęsto jest też przy powstających farmach Bałtyk 2 i 3. Te niemal bliźniacze elektrownie rozwijają polska Polenergia i norweski Equinor.

W trakcie niedawnej wizyty medialnej, na którą zaproszono kilka tytułów z Polski, mogliśmy zobaczyć z bliska, jaka jest skala tej inwestycji. I jaka jest skala statków, które przy niej pracują.
Poznań na BałtykuObie farmy leżą w południowo-zachodniej części Bałtyku, Bałtyk 2 około 38 km od brzegu (licząc od Ustki), Bałtyk 3 – 22 km. Farma o numerze 2 ma 122 km² powierzchni, nr 3 – 117 km². Razem to 239 km², gdyby porównać je do miasta – mniej niż liczący 262 km² Poznań. Na tym obszarze działać będzie 1440 MW mocy zainstalowanej, a każda z farm ma mieć 720 MW.
Na każdej z farm będzie stać po 50 turbin (dostarcza je Siemens Gamesa), każda o mocy 14,4 GW. Połączone będą między sobą setkami kilometrów kabli. Poprowadzą one wytworzony przez farmę prąd do dwóch stacji elektroenergetycznych, a później, tzw. kablami eksportowymi, trafi on na ląd do rozbudowywanej stacji Słupsk-Wierzbięcino. Stamtąd zostanie skierowany do polskiej sieci elektroenergetycznej.
Obie spółki planują zbudować jeszcze jedną elektrownię, Bałtyk 1 na północ od tych powstających. Co ciekawe, farmy 2 i 3 nie sąsiadują ze sobą. Między nimi powstaje inna, Baltica 2, rozwijana przez PGE i Ørsted.
Mapa przedstawiająca lokalizację morskich farm wiatrowych Bałtyk 2 i Bałtyk 3 Fot. Materiały prasowe / Equinor / PolenergiaPrzygotowanie przedsięwzięcia trwało latami, a prace na Bałtyku poprzedziło projektowanie: wstępne (FEED) zakończono w 2023 r., później w 2024 r. Bałtyk 2 i 3 otrzymały pozwolenie na budowę. Rok 2025 przyniósł zamknięcie finansowe, czyli ostateczną decyzję inwestycyjną (FID).
– W tym roku zaczęliśmy instalację elementów na morzu i kampanię monopalową już zamykamy. W 2027 r. planujemy wyprodukować pierwszą energię, którą poprzedzi montaż wież i turbin. Później przejdziemy do fazy eksploatacji i rutynowych prac konserwacyjnych, pełnoprawny start dwóch farm zaplanowaliśmy na rok 2028 – mówi Jakub Jarosz, head of communications w Equinor Polska.
Unikalny statekNa razie na finiszu są prace związane z instalacją monopali (fundamentów wiatraków) i ten etap zakończy się najpewniej z początkiem września. Przy instalacji pracuje kilkanaście jednostek, które transportują monopale i elementy przejściowe (transition pieces, TP, łączą fundamenty z wieżami wiatraków, mają charakterystyczny, żółty kolor), zabezpieczają teren budowy czy bezpośrednio odpowiadają za wbijanie fundamentów w dno morza.
Sercem procesu osadzania monopali jest natomiast statek Thialf. Z wyglądu przypomina bardziej pływającą platformę wiertniczą, z lądowiskiem dla śmigłowców, dwoma ogromnymi dźwigami.

Ten potężny statek na swój pokład zabiera też elementy przejściowe, ma oddzielny "uchwyt" do osadzania monopali. Jednostka, którą zawiaduje holenderska firma Heerema, to unikat na skalę światową. Jest do tego stopnia wyjątkowa, że tylko trzy porty na globie są w ogóle w stanie ją przyjąć – ma blisko 200 metrów długości i 90 szerokości.
Proces instalacji monopali na pozór jest prosty. Mowa tu o stalowych obiektach, liczących kilkadziesiąt metrów, ważących po kilkaset czy ponad tysiąc ton, które trzeba ustawić na dnie jak najprościej przed wbiciem. Później też trzeba utrzymać ich pozycję.
Monopale mają około 70 metrów długości, a wbijamy je nawet na 40 metrów w dno morza – mówi Semund Høsøien Simensen, zastępca kierownika Pakietu Morskiego projektu Bałtyk 2 i 3.
Czytaj więcej
Zanim fundament czy jakikolwiek inny duży obiekt jest podnoszony przez dźwig, z Thialfa na dno opuszczany jest balast, który działa jako martwy ciężar. Wszystko po to, by w razie nagłego uwolnienia obciążenia, statek się nie przechylił.
Ten balast tłumi ewentualne przechyły, utrzymując statek w stabilności i zapewniając, że wszystko pozostaje pod kontrolą – opowiada Wieteke Looijschelder, Project Manager w Heerema Marine Contractors.
Po przeniesieniu monopala ze statku transportowego jest on obracany do pozycji pionowej. Wtedy wisi wyłącznie na głównym narzędziu instalacyjnym (Flanged monopile upend tool – FMUT), dolne narzędzie (Monopile tip lifting tool – MTLT) zostaje zwolnione. Wówczas trafia do specjalnego uchwytu, znajdującego się na statku.
– Następnie wprowadzamy monopal do chwytaka, zamykamy wrota i rozpoczynamy wbijanie. Przez cały ten proces na dnie morza działa kurtyna bąbelkowa, która pompuje powietrze, aby stłumić podwodny hałas i zminimalizować wpływ na środowisko. Wbijamy pal na bezpieczną głębokość, zwalniamy chwytak, a następnie kończymy wbijanie monopala do jego ostatecznej głębokości. Zapobiega to pracy ciężkiego młota hydraulicznego wewnątrz chwytaka, chroniąc jego konstrukcję – opisuje Looijschelder.

Nie kończy to instalacji całego modułu. Na fundament trafia później element przejściowy (TP), którego montaż wymaga udziału ludzi pracujących na Thialfie. Technicy pracują wewnątrz stalowych tub, skręcając je razem.
– Technicy używają napinaczy hydraulicznych, zabezpieczają wszystkie 140 śrub w około trzy godziny. Następnie następuje cementowanie – specjalny beton jest pompowany do szczeliny między TP a monopalem, tworząc trwałe uszczelnienie chroniące przed wodą morską – dopowiada Looijschelder.
Wszystko to dzieje się na środku Bałtyku, przy ogromnej precyzji narzędzi. WNP przyglądało się całemu procesowi wbijania jednego z monopali i jak wykazywała aparatura: pale były wbijane z chirurgiczną precyzją. Odchylenie wynosiło ułamek stopnia.
Co ciekawe, później dno wokół nich jest jeszcze dodatkowo zasypywane kamieniami. Łącznie w ramach operacji na dno Bałtyku trafi ponad milion ton takiego surowca, czyli około 400 tys. metrów sześciennych. Nie ma tu jednak mowy o local contencie: materiały pochodzą z czterech lokalizacji w Norwegii i zostały specjalnie dobrane pod kątem frakcji i odporności.
Udany proces to efekt dokładnych analiz dna. – Wiele zależy od warunków, które przygotowywaliśmy wcześniej miesiącami. Są miejsca będące wyzwaniami, ale idziemy zgodnie z harmonogramem – zapewnia Semund Høsøien Simensen.
Fundamenty na dekady i dzień dłużej?Równie skomplikowany będzie proces montażu turbin (po dodaniu wież), a cała ta infrastruktura zostanie z nami na dekady. – Nasze plany zakładają dłuższą eksploatację obu obszarów. Projektowa żywotność instalacji to 30 lat – mówi ekspert Equinora.
Choć to dopiero luźna zapowiedź, warto zwrócić uwagę, że komercyjny start projektów Bałtyk 2 i 3 nastąpi w 2028 r. Praca przez 30 lat oznacza, że będą obecne w systemie elektroenergetycznym kraju do 2058 r., znacznie po terminie, czyli 2050 r., na osiągnięcie neutralności klimatycznej przez Polskę.
Na skutki włączenia do systemu nowego źródła wytwórczego przyjdzie poczekać, ale i bez ich komercyjnego startu już można mówić o sukcesie. Dotąd o podobnych przedsięwzięciach infrastrukturalnych mówiono w kategoriach przyszłości, a ta nadeszła szybciej niż zakładano. Wiatraki na morzu mogą stać się nie tylko fundamentem polskiej transformacji energetycznej, ale i przełomem, bo to całkowicie nowa technologia wytwórcza, włączana po raz pierwszy.