Pierwsze morskie farmy wiatrowe nie tylko nabrały kształtów, ale i zaczęły produkować testowo energię elektryczną. O fazie koncepcyjnej offshore wind mało kto pamięta, a kolejne projekty czekają z wyjściem na Bałtyk. Podczas Energy Days eksperci wskazali jednak przeszkody, które mogą zakłócić ten rozwój - od ryzyk na rynku dostawców po prozaiczne braki.
Przejście od wieloletnich koncepcji do aktywnej realizacji stało się faktem, a morska energetyka wiatrowa w Polsce wkroczyła w przełomowy etap rozwoju. Co nie znaczy, że na jej drodze nie znajdują się wyboje. O tym rozwoju rozmawiali w trakcie Energy Days przedstawiciele inwestorów, administracji i organizacji branżowych.
Ziściły się plany dla BałtykuPodczas panelu "Offshore: druga faza i local content" wyraźnie wybrzmiało jedno: polski sektor morskiej energetyki wiatrowej (offshore wind) przeszedł w ostatnich latach ogromną ewolucję, której niektórzy mogli się nawet nie spodziewać. Wszedł do etapu dynamicznej realizacji miliardowych projektów.
Jakub Budzyński - prezes zarządu w Polskiej Izbie Morskiej Energetyki Wiatrowej Fot. AL / PTWPPrzemysł skorzystał na I fazie offshore, co z drugą?Dziesięć lat temu oficjalnym celem państwa było zaledwie 500 megawatów, a inwestycje planowano w oparciu o turbiny pięciokrotnie mniejsze. Dopiero ustawa offshore uruchomiła prawdziwą lawinę projektów. Jesteśmy dziś w zupełnie innym miejscu, to dosłownie inna galaktyka - przypomniał Jakub Budzyński, prezes Polskiej Izby Morskiej Energetyki Wiatrowej.
Ten skok ma też inny wymiar, nie tylko liczony w mega- i gigawatach. Niemal 6 GW nowych mocy na morzu to nie tylko nowe miejsca pracy przy samych farmach. To również zamówienia dla krajowego przemysłu, które zaczęto składać jeszcze zanim nośnym hasłem stał się local content. W morskiej energetyce wiatrowej, częściowo nowej dla krajowego przemysłu, to szczególnie trudne. Kontraktuje się na kilka lat naprzód, niektóre podmioty dopiero zdobywają doświadczenie właśnie na polskich projektach.
Kacper Kostrzewa, dyrektor zarządzający Ocean Winds w Polsce, zaznaczył, że zawieranie kontraktów poprzedzają wielomiesięczne analizy. Jako przykład przywołał gdyńską stocznię Crist, która projektuje i buduje morskie stacje elektroenergetyczne. Dla stoczni takie zamówienie - a OW zamówiło jedną stację dla swojej farmy BC Wind - to wkroczenie w tzw. Tier 1. Opisuje się tak dostawców najwyższego szczebla, współpracujących bezpośrednio z inwestorem.
Kacper Kostrzewa - dyrektor zarządzający w Polsce Ocean Winds Fot. PTWPZ gdyńskim Cristem rozmawialiśmy przez dobre dwa lata, zanim podpisaliśmy kontrakt. Służyło to temu, żebyśmy wzajemnie zrozumieli swoje możliwości oraz oczekiwania i wiedzieli, z czym ta współpraca na koniec się wiąże - wyjaśnił Kostrzewa.
Dodał przy tym, że osiągnięcie w przyszłości np. 45-procentowego udziału polskiego przemysłu w drugiej fazie wymaga dojrzałości obu stron, aby nieprzygotowane przedsiębiorstwa nie upadły pod ciężarem zawartych umów.
O tej odpowiedzialności biznesowej firm mówił również Maciej Stryjecki, Head of Offshore Wind w Orlen SA i prezes Baltic Power.
- Przed drugą fazą nie może być huraoptymizmu pod tytułem: wszystkie firmy będą podpisywać kontrakty, próbując stać się konsorcjantami i brać współodpowiedzialność. Mogą myśleć, że rola podwykonawców to już rzekomo nie jest dla nich, bo przecież mamy silny local content, więc muszą być konsorcjantami, liderami. Wszyscy muszą się zastanowić, z czym to się wiąże. Kiedy coś się dzieje na kontrakcie za kilkadziesiąt milionów euro, to jako konsorcjant bierze się za to pełną współodpowiedzialność - przestrzegał Stryjecki.
Przedstawiciel Orlenu wskazał na rynkowe ryzyka wynikające z harmonogramu państwa w zakresie rozwoju morskiej energetyki wiatrowej. Jego zdaniem równoległe rozpoczynanie kilku projektów offshore wind może tworzyć wąskie gardła dla inwestorów, zarówno w kwestii wykonawców, jak i dostawców. Wspomniał też, że takie nawarstwienie się projektów w jednym czasie podbija także ich cenę.
Czytaj więcej
Odpowiedzią na te obawy finansowe i ryzyko związane z realizacją kontraktów mają być nowe instrumenty wsparcia. Jakub Budzyński zapowiedział, że obok programów państwowych (Agencja Rozwoju Przemysłu właśnie taki uruchomiła) na rynku pojawią się wkrótce rozwiązania komercyjne.
- PIMEW ogłosi współpracę z podmiotem z sektora bankowego, której celem jest wypracowanie założeń wdrożenia na rynek instrumentów finansowania dłużnego i gwarancji bankowych dla małych i średnich firm zainteresowanych morską energetyką wiatrową - powiedział.
Jak zaplanować rozwój morskich farmDlatego, o czym mówił Bartosz Fedurek, prezes PGE Baltica, ważniejsze od zapowiadanych nowych gigawatów jest mądre planowanie prac, aukcji i zamówień.
Ewa Makowska - naczelniczka Wydziału Morskiej Energetyki Wiatrowej w Ministerstwie Klimatu i Środowiska Fot. PTWPWażniejsze niż spektakularne, skokowe dodawanie kolejnych gigawatów do systemu, jest zapewnienie zrównoważonego rozwoju. Jako sektor wolimy stabilność, powtarzalność i przewidywalność. Mówiąc krótko: kluczowa jest jakość, a nie tempo - ocenił Fedurek.
Inwestorzy operujący w Polsce stale zmagają się również z procedurami administracyjnymi. Kacper Kostrzewa wymienił wydłużony czas pozyskiwania pozwoleń, wynikający z niedoborów kadrowych w państwowych urzędach. Do stanu prac legislacyjnych odniosła się Ewa Makowska, naczelniczka Wydziału Morskiej Energetyki Wiatrowej w Ministerstwie Klimatu i Środowiska.
Jesteśmy w stałym kontakcie z rynkiem, staramy się łatać wszelkie luki regulacyjne w możliwie najkrótszym czasie na tyle, na ile pozwalają wieloresortowe uzgodnienia - przekazała Makowska.
W sprawy offshore wind zaangażowanych jest bowiem kilka resortów, od MKiŚ, przez Ministerstwo Energii oraz Ministerstwo Aktywów Państwowych, po Ministerstwo Infrastruktury. Przy takim podziale trudno o jeden głos.
Przedstawicielka resortu potwierdziła natomiast przygotowania do nowelizacji ustawy offshore wind wprowadzającej kryteria pozacenowe oraz planowane rozpisanie kolejnej aukcji wsparcia na drugą połowę 2027 roku. Z zapowiedzi Ewy Makowskiej wynikało, że projekt jest już przygotowany, czeka na wpis do wykazu prac Rady Ministrów. Opracowanie go poprzedziły rozmowy z branżą.
Morska energetyka wiatrowa a sprawa dezinformacjiOffshore wind w Polsce zmaga się - co wybrzmiało podczas panelu - dezinformacją, a technologia jest często przedstawiana w złym świetle jako droga i nieefektywna.
Bartosz Fedurek - prezes zarządu PGE Baltica Fot. PTWPJak przekonywał prezes PGE Baltica, włączenie do systemu 6 GW mocy z pierwszej fazy ma obniżyć hurtowe ceny energii elektrycznej o około 50 złotych za megawatogodzinę, co docelowo wygeneruje oszczędności rzędu 8-10 miliardów złotych rocznie dla całej gospodarki. Instalacje te pozwolą również - wskazywał Fedurek - uniknąć spalania około 4 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego.
- To tyle gazu, ile zużywają odbiorcy komunalno-bytowi w Polsce, czyli offshore jako technologia oszczędzania paliwa. My dzięki offshorowi nie spalimy paliwa, przede wszystkim gazu. To jest efekt budowania odporności polskiej gospodarki na globalne szoki polityczne - powiedział.
Janusz Gajowiecki - prezes Zarządu Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej Fot. PTWPMierzymy się na co dzień z sytuacją noszącą znamiona wojny hybrydowej. Skala dezinformacji i sztucznego przekłamywania kosztów związanych z morską energetyką wiatrową jest ogromna - mówił Janusz Gajowiecki, prezes Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej, wskazując na bezwzględną konieczność prowadzenia kampanii edukacyjnych.
Za przykład podał tu np. szeroko zakrojoną akcję rządową sprzed lat na rzecz energetyki jądrowej, która przyniosła zmianę percepcji społeczeństwa na temat tego źródła energii elektrycznej.
Prezes PSEW powołał się na badania wskazujące, że prawie połowa Polaków błędnie uważa, iż transformacja energetyczna i OZE podnoszą rachunki za prąd. Zaznaczył, że to wynik propagandy uderzającej w Polskę jako kraj frontowy, a manipulacje polegają między innymi na pokazywaniu kosztów przez pryzmat krótkiego okresu i wysokich nakładów inwestycyjnych, z pominięciem faktu, że ostatecznie obniżają one ceny energii i zwracają się w długim czasie.
Maciej Stryjecki - Head of Offshore Wind w Orlen SA oraz prezes zarządu Baltic Power Fot. PTWPMiliardy na projekty, brakuje na śmigłowiecW morskiej energetyce wiatrowej nie brakuje za to bardziej przyziemnych wyzwań, choć akurat w tym wypadku chodzi o sprawy transportu lotniczego. Po fazie inwestycyjnej, wielkich budów, nadchodzi etap operacyjny, który również rządzi się swoimi prawami. Przedstawiciel Orlenu pokazał pewien paradoks: budowano miliardowe projekty, dla których nie ma w Polsce śmigłowca.
Jedyny helikopter dostępny dziś do państwowych akcji ratowniczych na Bałtyku może zawisnąć na maksymalnej wysokości zaledwie 46 metrów. Przypominam, że turbiny osiągają 250 metrów, co w skrajnych przypadkach drastycznie wydłuża czas koniecznej ewakuacji poszkodowanych - podsumował Maciej Stryjecki, obrazując konkretne braki w krajowym systemie ratownictwa morskiego.
Zachęcamy do obejrzenia pełnej relacji z panelu "Offshore: druga faza i local content":
Energy Days 2026