Polityka Donalda Trumpa coraz mocniej zmienia globalny układ sił na rynku leków. USA chcą powiązać własne ceny z niższymi stawkami za granicą, a koncerny farmaceutyczne odpowiadają presją na europejskie rządy, uzależniając część decyzji inwestycyjnych od warunków cenowych. Niemcy już znalazły się w centrum tego konfliktu, ale jego skutki mogą objąć całą Europę.
Niemcy, które w Polsce są często przywoływane jako przykład kraju, który szybko wprowadza do refundacji najnowsze leki, zderzyły się właśnie z brutalną rzeczywistością.
Kraj szuka oszczędności i zapowiedział reformę opieki zdrowotnej. W lipcu 2026 roku niemiecki rząd uchwalił ustawę o stabilizacji składek na ustawowe ubezpieczenie zdrowotne, zakładającą pakiet reform i oszczędności, który mają powstrzymać ogromną dziurę budżetową w publicznych kasach chorych i zapobiec drastycznym podwyżkom składek na ubezpieczenie.
Jak podaje serwis fiercepharma.com, proponowany plan zakłada osiągnięcie w 2027 roku oszczędności rzędu 16,3 mld euro. Same cięcia wydatków na leki mają przynieść 1,9 mld euro oszczędności już w przyszłym roku. Niemcy chcą to osiągnąć m.in. poprzez uzyskiwanie wyższych rabatów na leki od firm farmaceutycznych.
Już same zapowiedzi poradzenia sobie naszych sąsiadów z kryzysem ekonomicznym spotkały się z krytyką globalnych koncernów farmaceutycznych. W kwietniu br. prezesi ponad 30 firm w liście do kanclerza Niemiec wyrazili swoje niezadowolenie.
"Takie rozwiązania wysyłają niewłaściwy sygnał do sektora o wysokim potencjale innowacyjnym, jakim jest nasza branża" – skomentował Vas Narasimhan, CEO firmy Novartis.
"Przewidywane dodatkowe obciążenia dla branży, wynikające z proponowanego pakietu oszczędnościowego w ramach niemieckiego systemu ustawowego ubezpieczenia zdrowotnego, wysyłają niewłaściwy sygnał" – zauważył rzecznik niemieckiej firmy Boehringer Ingelheim.
Na początku czerwca amerykański koncern Eli Lilly ogłosił zamiar ograniczenia o połowę swojej inwestycji w Niemczech o wartości 2,3 mld dolarów, a Boehringer Ingelheim zrezygnował z planów inwestycyjnych opiewających na 900 mln euro – w obu przypadkach jako powód wskazano planowane przez rząd środki mające na celu obniżenie kosztów opieki zdrowotnej.
Potem dziennik „Handelsblatt” doniósł o liście prezesa Pfizera do kanclerza Niemiec Friedricha Merza. W piśmie datowanym na 9 czerwca Albert Bourla napisał, że w rezultacie zaplanowanych zmian w zakresie polityki cenowej, Pfizer „dokonuje przeglądu swoich działań zewnętrznych oraz harmonogramu, zakresu i przyszłych priorytetów dotyczących niektórych planowanych inwestycji w Niemczech”.
Poinformował też, że wycofuje się z udziału w jesiennej międzynarodowej konferencji inwestorskiej, na którą zaprosił go kanclerz Merz.
Polityka Most Favored NationWszystko zaczęło się od polityki Donalda Trumpa i jego idei Most Favored Nation (MFN). Prezydent wydał dekret nakazujący firmom farmaceutycznym traktowanie Stanów Zjednoczonych na zasadzie "najwyższego uprzywilejowania" w kwestii ustalania cen leków: muszą być one równe najniższej cenie danego leku w innych krajach lub od niej niższe. Jeśli firma się na to nie zgodzi, na jej importowane produkty zostaną nałożone 100-procentowe cła.
W pierwszej kolejności administracja Trumpa skierowała oficjalne żądania w ramach polityki cenowej MFN do 17 koncernów z big pharma (AbbVie, Boehringer Ingelheim, Bristol Myers Squibb, Novartis, Gilead Sciences, EMD Serono, Pfizer, Novo Nordisk, Astra Zeneca, Amgen, Genentech, Johnson & Johnson, GSK, Merck, Regeneron Pharmaceuticals, Sanofi i Eli Lilly). Wszystkie ugięły się przed dyktatem Trumpa i zawarły porozumienie o obniżeniu cen oraz przeniesieniu produkcji do USA. W dalszej kolejności oferty "nie do odrzucenia" otrzymali mniejsi producenci leków.
Amerykańska polityka lekowa, która dąży do powiązania cen leków z najniższymi stawkami stosowanymi głównie w państwach europejskich, ma swoje konsekwencje. Firmy chcą sztucznie podnieść ceny leków w Europie, żeby podnieść poziom referencyjny.
Kto kogo szantażujeJeśli obecnie lek w Europie kosztuje 100 dolarów, a w USA 400, to równając do poziomu europejskiego, firma straci 300 dolarów, sprzedając lek w Ameryce. Ale jeśli zdoła zmusić kraje europejskie do podwyżki, np. do 200 dolarów, to wzrośnie amerykański punkt odniesienia ceny. W USA straci wtedy już tylko 200 dolarów, a zyska 100 w Europie. W ten sposób minimalizuje stratę kosztem europejskich wydatków na leki i w efekcie pacjenta.
Kiedy dane państwo nie chce podnieść cen leków albo wręcz – tak jak Niemcy – jawnie zapowiada renegocjacje rabatów i obniżkę wydatków - firmy komunikują, że ich działania są efektem nieprzewidywalnego otoczenia gospodarczego, zmiany uwarunkowań regulacyjnych, wzrostem poziomu niepewności dotyczącej przyszłych decyzji w zakresie inwestycji, badań i produkcji na terenie tego kraju. Jednak ta argumentacja jest stosowana wybiórczo i w ten sam sposób nie komentują działań Trumpa. A trudno dziś znaleźć kraj w Europie bardziej nieprzewidywalny niż USA.
Ustępując przed siłą, kierują się chłodną matematyczną kalkulacją, a nie dobrem pacjenta. Mimo wprowadzenia polityki MFN, rynek amerykański pozostaje kluczowym, generując dla globalnej farmacji największe zyski.
Ponieważ rządy w Europie odmawiają drastycznych podwyżek cen leków, firmy stosują alternatywne, bezwzględne strategie rynkowe. Jedną z nich wyżej opisany obecny szantaż ekonomiczny wywierany na Niemcy, które jawnie zapowiedziały plan cięć.
Nie pomaga im nawet to, że mają unikalny system refundacji innowacji. Lek jest finansowany od pierwszego dnia rejestracji, dzięki czemu niemieccy pacjenci mają najszybszy na świecie dostęp do medycznych nowości. Dopiero potem następuje ocena leku i negocjacje ceny. Dla big pharmy nie ma to dzisiaj znaczenia.
Presja wywierana na Niemcy przypomina sytuację, z jaką w ubiegłym roku mierzyła się Wielka Brytania, kiedy to kilka dużych koncernów farmaceutycznych ograniczyło planowane inwestycje w tym kraju. Wielka Brytania zawarła też porozumienie pod naciskiem USA: została zwolniona z ceł na produkty farmaceutyczne eksportowane do Stanów Zjednoczonych w zamian za wprowadzenie wyższych cen.
Polityka cen referencyjnychInne strategie stosowane przez koncerny, to celowe opóźnianie wprowadzania nowych leków na europejski rynek dopóki nie wynegocjują z USA ostatecznych warunków lub nie upewnią się, że europejska cena nie obniży ich amerykańskiego zysku, zmienianie kolejności wprowadzania leków na poszczególne rynki, a nawet wycofywanie produktów z niektórych krajów.
Jak informuje Reuters, wiele dużych firm farmaceutycznych, w tym AstraZeneca i Roche, zapowiedziały ostatnio, że mogą nie być w stanie wprowadzić na rynek swoich przyszłych innowacyjnych leków, chyba że rządy zgodzą się płacić więcej niż dotychczas. Szwajcarzy szacują, że koncerny powstrzymały się przed zgłoszeniem do refundacji jednej trzeciej nowych leków.
Wyjściem z sytuacji jest zawieranie poufnych porozumień cenowych. Oficjalna cena katalogowa pozostaje wysoka i do niej referują Stany Zjednoczone. Rzeczywisty upust dla danego kraju jest objęty tajemnicą handlową.
Słowem – kluczem w tej sytuacji jest „koszyk referencyjny”. Ceny w USA są referowane wobec cen z państw, które znalazły się w amerykańskich koszykach. W ramach modelu Generous (leki w ramach programu Medicaid i dla mniejszych producentów), cena referencyjna bazuje na sztywnym koszyku 8 wysoko rozwiniętych państw (Wielka Brytania, Niemcy, Francja, Włochy, Dania, Szwajcaria oraz Kanada i Japonia).
Rozszerzony koszyk w modelu Globe (kilku największych producentów i wybrane leki o rocznej sprzedaży powyżej 100 mln dolarów w programie Medicare) oparto o ceny z 19 państw należących do OECD, w tym 14 europejskich (Austria, Belgia, Czechy, Dania, Francja, Niemcy, Irlandia, Włochy, Holandia, Norwegia, Hiszpania, Szwecja, Szwajcaria i Wielka Brytania) oraz Australii, Kanady, Izraela, Japonii i Korei Południowej.
USA w swoich modelach nie uwzględnia cen z dawnego państw bloku wschodniego ani z państw o mniejszych gospodarkach, np. Portugalii, Luksemburga czy Finlandii, więc firmy mogą tam sprzedawać leki po niższych cenach. Dlatego też mniejsze kraje Unii Europejskiej, które tradycyjnie były na szarym końcu kolejki do nowych leków, stają się atrakcyjnymi miejscami na wczesny debiut rynkowy.
Sprawa PolskaW przypadku Polski jest jedno „ale”. Do oficjalnego amerykańskiego koszyka referencyjnego zostały włączone Czechy. Choć Polska nie została do niego bezpośrednio wpisana, to obecność Czech może mieć wpływ na naszą politykę cenową. Polska, ustalając ceny maksymalne dla nowych leków, analizuje m.in. ceny z Czech, a jednocześnie jesteśmy krajem referencyjnym dla Czech. To może wzbudzać pewną uważność w Waszyngtonie.
Dlatego jednym z postulatów ekspertów, którzy przygotowali raport "Globalny rynek farmaceutyczny w fazie strukturalnego przełomu: Polska przed strategicznym wyborem", jest zwrócenie uwagi na referencyjność.
- Trzeba powołać międzyresortowy zespół, który będzie monitorował sytuację i określi wskaźniki, dla których krajów Polska jest krajem referencyjnym - mówił podczas Forum Ekonomicznego w Karpaczu prof. Marcin Czech, jeden ze współautorów tego opracowania.
Na poziomie europejskim trwa oczekiwanie na raport Komisji Europejskiej, która ma przeanalizować, jak polityka MFN wpływa na wzrost cen i potencjalne braki najnowszych terapii na naszym kontynencie. Najgorszą sytuacją w obecnej sytuacji byłoby rozbicie jedności Europy i rozgrywanie przez Stany Zjednoczone pojedynczych państw. Dziś na celowniku są Niemcy, jutro to może być każdy inny członek Unii Europejskiej.
A tymczasem dziewięć największych europejskich koncernów farmaceutycznych znowu napisało list. Przedstawiciele firm: AstraZeneca, Boehringer Ingelheim, Chiesi Group, Ipsen, GSK, Novo Nordisk, Novartis, Roche i Sanofi, 22 września opublikowali wspólny list otwarty, w którym podnoszą, że "kluczowe narzędzia znajdują się w rękach rządów krajowych: to one decydują, ile inwestować w budżety ochrony zdrowia, jak szybko oceniać i finansować nowe leki oraz jak modernizować system ochrony zdrowia, aby lepiej zapobiegać chorobom, wykrywać je i leczyć".
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
Dowiedz się więcej na temat:
| # | Наименование новости | Тональность | Информативность | Дата публикации |
|---|---|---|---|---|
| 1 | Испания предостерегла ЕС от двусторонних сделок с США по лекарствам | 0 | 8.62 | 01-10-2026 |
| 2 | Kolejny paliwowy cios. Chcą zakręcić nam kurek na 90 dni | 0 | 10.6 | 25-09-2026 |
| 3 | Możliwy wyciek danych pacjentów. Prezes urzędu chce pilnych wyjaśnień | 0 | 10.7 | 01-10-2026 |
| 4 | Nawrocki rozmawiał z Trumpem. Amerykańskie firmy zainwestują swoje dolary w Polsce? | 0 | 6.25 | 23-09-2026 |
| 5 | To uderza w ceny prądu. "Energia elektryczna nie może być dobrem luksusowym" | 0 | 8.71 | 09-09-2026 |
| 6 | Aspiryna z Chin pod lupą Brukseli. Francuski producent złożył skargę | 0 | 8.76 | 30-09-2026 |
| 7 | Susza uderza w produkcję mleka. Ceny mogą znów przekroczyć 2 zł/l | 0 | 7.73 | 29-09-2026 |
| 8 | Nawet 500 zwolnień w GSK w Poznaniu. Koncerny farmaceutyczne przenoszą kompetencje do Indii | 0 | 9.38 | 24-09-2026 |
| 9 | Widmo "drastycznej luki" w morskich wiatrakach. Z Niemiec płyną doniesienia niepokojące dla Polski | 0 | 7.97 | 28-09-2026 |
| 10 | Adamed zwiększył udziały w Ecupharmie. Chce podwoić przychody we Włoszech | 0 | 11.7 | 25-09-2026 |