Bez zapewnienia przez producentów kruszyw odpowiedniego poziomu dostaw polskie ambitne projekty infrastrukturalne mogą utknąć. Albo – jeśli będziemy ratować się importem – staną się droższe. Sami producenci podkreślają jednak, że dla nich przyszłość nie kończy się wraz z ukończeniem wielkich inwestycji. Pytają o to, jakie później będą mieli perspektywy dla prowadzenia biznesu.
O wzroście popytu na kruszywa, jaki wywoła realizacja wielkich polskich projektów infrastrukturalnych pisaliśmy już w WNP niejeden raz. Wystarczy zresztą zestawić liczby przedstawiane w tym kontekście - tylko sama Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad przewiduje do roku 2035 zapotrzebowanie na poziomie 125 mln ton, PKP Polskie Linie Kolejowe do 2029 r. szacują je na 10 mln ton tłucznia i około 8 mln ton niesortu, natomiast w ramach projektu CPK budowa lotniska, dróg dojazdowych do niego i częściowa (na poziomie 35 proc.) realizacja węzła kolejowego pochłonąć ma blisko 56 mln ton różnego rodzaju materiałów. Do tego powinny dojść inwestycje samorządowe, zadania związane z obronnością i budową elektrowni atomowej, a także prace związane z utrzymaniem i poprawą parametrów już istniejącej siatki dróg.
Dla porównania, w zeszłym roku, w Polsce wydobyto ponad 250 mln ton kruszyw, z czego ponad 170 mln ton stanowiły piaski i żwiry, a prawie 82 mln ton kruszywa łamane. W przypadku tych drugich - jak ocenia Przemysław Mroziński, członek zarządu Polskiego Związku Producentów Kruszyw - obecnie istnieje możliwość zwiększenia wydobycia o około 10 mln ton, do poziomu około 95 - 97 mln ton.
- Natomiast w kontekście nadchodzących inwestycji infrastrukturalnych prognozowany popyt w tym sektorze jest na poziomie nawet do 94 mln ton - powiedział Przemysław Mroziński, członek zarządu Polskiego Związku Producentów Kruszyw, podczas odbywającej się w ramach Future Mining Forum & Expo debaty poświęconej kruszywom i surowcom budowlanym.
Innymi słowy, w razie zwiększenia produkcji kruszyw łamanych niemal w całości zostanie ona pochłonięta przez rosnący popyt. Z kolei bez wzrostu po stronie podaży zapotrzebowanie zamawiających nie zostanie zaspokojone przez krajowych dostawców.
Teoretycznie potencjał do zwiększenia wydobycia istnieje. Jak zapewnił prof. Krzysztof Szamałek, dyrektor Państwowego Instytutu Geologicznego – Państwowego Instytutu Badawczego mamy w Polsce bardzo dobry stopień rozpoznania geologicznego kraju, w tym złóż udokumentowanych, które mogą być przedmiotem eksploatacji.
prof. Krzysztof Szamałek, dyrektor Państwowego Instytutu Geologicznego – Państwowego Instytutu Badawczego. Fot. PTWP- Polska jest w stanie zapewnić swoje potrzeby z eksploatacji własnych złóż. Nie jest to w Europie powszechne, dlatego że w Europie coraz więcej jest wykluczeń z możliwości eksploatacji złóż tego typu kruszyw ze względu na ograniczenia środowiskowe i protesty społeczne - zwrócił uwagę dyrektor Szamałek stwierdzając przy okazji, że kruszywo jest surowcem krytycznym dla budowy infrastruktury.
Zwiększenie mocy produkcyjnych może nie wystarczyć. Trzeba uwzględnić jakość kruszyw, wydolność logistyki i poślizgi w terminach- Jest gigantyczna różnica pomiędzy tym, ile mamy zasobów złóż udokumentowanych, a ile faktycznie jest eksploatowanych. To są dwie różne liczby – zauważył jednak Przemysław Mroziński.
Zdaniem przedstawiciela PZPK samo zestawienie wielkości podaży i popytu nie rozstrzyga w sposób jednoznaczny, czy uda się zapewnić dostawy kruszywa na place budowy polskich gigainwestycji. Kluczowa będzie jakość kruszyw, na które będzie największe zapotrzebowanie i logistyczne możliwości ich przewozu (kruszywa łamane są produkowane w tylko niektórych regionach kraju).
- Samo zwiększenie mocy produkcyjnych może nie wystarczyć, ponieważ np. dla inwestycji kolejowych potrzebny jest tłuczeń kolejowy o określonej jakości z określonej ilości złóż. Nie każde złoże będzie w stanie sprostać tym wymogom jakościowym – ostrzegł Mroziński.
Przemysław Mroziński, członek zarządu Polskiego Związku Producentów Kruszyw. Fot. PTWPWielką niewiadomą pozostaje to, na ile w praktyce uda się dotrzymać oficjalne harmonogramy realizacji wielkich inwestycji, a także na ile odpowiedzialni za te projekty będą koordynować swoje działania. Doświadczenia z budowy dróg, czy zadań kolejowych nakazują z dużym dystansem podchodzić do pierwotnie zakładanych terminów. W kontekście kształtowania popytu na kruszywa ewentualne "obsuwy" nie są obojętne.
- Wszyscy mówimy o inwestycjach, które kiedyś nadejdą, ale niekoniecznie przekłada się to na wiedzę, jaką mamy obecnie. Mówimy o tym, że będziemy w najbliższym czasie realizować duże inwestycje, ale z racji formalnych przetargi się przeciągają. To nie jest tak, że my rok do przodu zaplanujemy, jaki popyt będzie na rynku, to jest raczej niemożliwe w obecnej sytuacji - ocenił Dawid Harlender, kierownik zespołu laboratoriów w Budimeksie.
Dawid Harlender, kierownik zespołu laboratoriów w Budimeksie. Fot. PTWP- Branża musi mieć pewność, kiedy to nastąpi, żeby procesy inwestycyjne przeprowadzić w sposób rzetelny, odpowiedzialny, ale też i ekonomiczny. Żeby docelowo mieć kruszywo na budowie trzeba proces eksploatacji w bardzo długim czasie przeprowadzić - podkreślił z kolei Jakub Grubiak, prezes zarządu i dyrektor zarządzający w Heidelberg Materials.
Dziś uruchomienie nowych kopalń to droga przez mękę. Branża ma konkretne postulaty, jak można to zmienićProducenci kruszyw podkreślają, że dla nich przyszłość nie kończy się jednak wraz z ukończeniem wielkich inwestycji.
- A co potem? W górnictwie planuje się na piętnaście, dwadzieścia, trzydzieści lat do przodu - zwrócił uwagę Przemysław Mroziński. Jak podkreślił, obecnie w polskich realiach otwarcie nowej kopalni kruszyw, bądź zwiększenie bazy surowcowej zakładu już istniejącego, trwa od 10 do nawet 15 lat
- Nie możemy myśleć tylko o tym, czy będziemy w stanie sprostać tym kilku inwestycjom. Musimy patrzeć również mocno w przyszłość, zabezpieczając bazę surowcową - tłumaczył.
To, że proces inwestycyjny w górnictwie kruszyw zajmuje tak wiele czasu, jest konsekwencją wieloetapowego postępowania, jakie musi przejść przedsiębiorca. Biznes skarży się w tym kontekście na to, że władze samorządowe pod presją lokalnych społeczności i organizacji pozarządowych często nie wywiązują się z obowiązku należytej ochrony złóż, Ministerstwa Rolnictwa niechętnie patrzy na zmianę przeznaczenia gruntów rolnych na poczet gruntów pod działalność przemysłową związaną z eksploatacją złóż, a niezwiązane często z danym terenem "sprofesjonalizowane" organizacje pozarządowe (NGO-sy) skutecznie opóźniają procedowanie formalności.
Czytaj więcej
- Gigantycznym problemem jest to, że gmina, która ma wydać decyzję środowiskową, musi uzyskać uzgodnienia różnych organów. Widzimy bardzo duży deficyt wiedzy na temat specyfiki działalności górniczej w tych organach. Co za tym idzie, widzimy przewlekłość postępowań administracyjnych, liczne absurdalne czasami wezwania do uzupełnień dokumentacji, absurdalne rygory, które są stawiane w tych uzgodnieniach na inwestorze, a które na zasadzie kopiuj wklej z uzgodnień przenoszą się do samej decyzji środowiskowej - wyliczał Mroziński.
Jak dodał, aby skrócić czas procedowania postępowań należałoby zrobić przegląd przepisów i zastanowić się nad kwestią dostępu do postępowań administracyjnych, a także zaostrzyć przepisy dotyczące ochrony złóż. Zwrócił też uwagę na konieczność lepszej edukacji na temat działalności górniczej osób, które ze strony administracji uczestniczą w procesie wydawania decyzji środowiskowych.
- Cała ustawa o ocenach oddziaływania i udziale społeczeństwa wymaga przejrzenia, bo ona jest przeregulowana i z jednej strony nieskuteczna, a z drugiej strony blokująca. Potrzebujemy dobrych rozwiązań proceduralnych, jeśli chodzi o decyzje, które mają przyspieszać czy umożliwiać inwestycje. Te rozwiązania nie mogą być przeregulowane, czyli muszą być sprawne i łatwe do przeprowadzenia, a z drugiej strony zaspokajać potrzebę uczestniczenia społeczeństwa w tych decyzjach - oceniła posłanka Gabriela Lenartowicz, zastępczyni przewodniczącego sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa.
Są normy i są firmy, ale rynek w Polsce wciąż ostrożny względem kruszywa z recyklinguWobec problemów z uruchomieniem eksploatacji nowych złóż oraz zwiększaniem jej poziomu w tych już istniejących coraz częściej można usłyszeć o konieczności sięgnięcia po materiały "z odzysku".
- Powinniśmy wykorzystywać w obiegu zamkniętym wszystkie możliwe dostępne materiały - wzywał prof. Jan Deja, ekspert przemysłu cementowego ze Stowarzyszenie Producentów Cementu, wskazując w tym kontekście na możliwości, jakie daje kruszywo z recyklingu.
Prof. Jan Deja, ekspert przemysłu cementowego ze Stowarzyszenie Producentów Cementu. Fot. PTWP- Są grupy betonów, w których 50 proc. kruszywa naturalnego można już zgodnie z regułami normowymi zastąpić kruszywem z recyklingu. Przecież są dzisiaj już normy i są już dzisiaj w Polsce odpowiednie firmy. W Holandii już kilkanaście lat temu wykorzystanie materiału z recyklingu na poziomie 30 proc. było obowiązkowe. Tymczasem w Polsce mam wrażenie, że rynek tego jeszcze nie łyknął. Wciąż jeszcze uważa: "ja wolę kruszywo virgin, gdzie tam się będę brudził kruszywem z recyklingu?". Tu jest pole do popisu dla posłów, dla Ministerstwa Infrastruktury. Popracujcie nad tym, żeby zachęcić inwestora do tego, żeby sięgał po takie materiały - wzywał prof. Deja.
- Tym, co blokuje zastosowanie materiałów z recyklingu, jest strach i niepewność przed stabilnością jakości. O ile w kruszywach naturalnych mamy rozpoznanie danego złoża, tak często z materiałem z recyklingu istnieje niepewność co do niestabilności. Budynek, który jest wyburzany też ma swoją żywotność, a na dzień dzisiejszy nie ma wytycznych co do tego, żeby sprawdzać, jakiej jakości jest dany budynek przed wyburzeniem i jakie są parametry jakościowe surowca w nim - stwierdził Jakub Grubiak.
- Nie da się zrobić pełnowartościowego kruszywa z recyklingu, jeżeli nie ma selektywnej rozbiórki, która w Europie Zachodniej już funkcjonuje od lat - dodał.
Jakub Grubiak, prezes zarządu i dyrektor zarządzający w Heidelberg Materials. Fot. PTWP- Tu przepisy już zostały nieco uszczelnione, ale wydaje się, że zbyt mało, jeśli chodzi o materiały rozbiórkowe i ich segregację u źródła i normy z tym związane. Tu deklaracja z mojej strony, że przyjrzę się temu - zapowiedziała posłanka Gabriela Lenartowicz.
- W większości specyfikacji technicznych, które są na realizowanych inwestycjach, nie ma słowa o materiałach z recyklingu. Jeśli wykonawca chce wprowadzić taki materiał na budowę, to ścieżka nie jest taka, że my po prostu dajemy wyniki i jest gotowe. Bardzo dużo siły trzeba włożyć w to, żeby taki materiał zastosować - zwrócił uwagę Dawid Harlender, wskazując zarazem na ryzyko, jakie podejmuje wykonawca decydując się na taki krok.
- Bo w obecnych przepisach jest tak, że jeśli my wybudujemy z tego materiału, to my bierzemy za to pełną odpowiedzialność - podkreślił.
Odpad z wydobycia węgla kamiennego może pomóc w ograniczeniu trzech ryzyk jednocześnie- Musimy zdecydować o tym – i to jest rola inwestorów, którzy zlecają duże projekty inwestycyjne – że niezbędne kruszywa muszą być sparametryzowane. Trzeba sparametryzować według polskiej normy, jakim cechom jakościowym ma kruszywo odpowiadać. Jakość i parametry, a nie pochodzenie w projektach - stwierdziła Gabriela Lenartowicz.
Zdaniem posłanki celem uzupełnienia podaży kruszyw naturalnych można sięgnąć także po skałę płonną, traktowaną dotychczas jako odpad z wydobycia węgla kamiennego i składowaną na przykopalnianych zwałowiskach. Jak wylicza, w ten sposób można by uzyskać od 3,6 do 4,5 mln ton kruszyw, co odpowiada produkcji dwóch-trzech kopalń naturalnego surowca skalnego.
- Mamy zbadaną podaż i zakres zastosowania tego surowca. Oczywiście ta produkcja musi być znormalizowana i pod pełną kontrolą jakościową poszczególnych parametrów od momentu pozyskania aż do przetworzenia i dostarczenia na inwestycję. W ten sposób mielibyśmy co najmniej trzy aspekty zminimalizowania ryzyk: ekonomicznych związanych z podażą i cenami kruszyw, ekologicznych związanych z uniknięciem deponowania skały płonnej, a także społecznych czy infrastrukturalnych, bo jest to specyficzny local content - argumentowała posłanka Lenartowicz.
Posłanka Gabriela Lenartowicz, zastępczyni przewodniczącego sejmowej Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych i Leśnictwa. Fot. PTWP- Zarówno w przypadku skały płonnej, jak i recyklingu wchodzimy w sferę przetwarzania odpadów. To są procesy, w których potrzebny jest szereg różnego rodzaju decyzji administracyjnych. Te decyzje administracyjne dość długo się załatwia i sądzę, że wielu przedsiębiorców bardzo mocno to zniechęca. Wielu przedsiębiorców się tego boi - podsumował Przemysław Mroziński.
Zobacz pełną relację wideo z debaty poświęconej kruszywom i surowcom budowlanym podczas Future Mining Forum & Expo:
| # | Наименование новости | Тональность | Информативность | Дата публикации |
|---|---|---|---|---|
| 1 | Wielkie polskie inwestycje staną? Jest kluczowy problem, bez tego nie da się budować | 0 | 7.93 | 12-06-2026 |
| 2 | Nadciąga katastrofa. Strat w tej branży już nie odrobimy | -8 | 6 | 31-03-2026 |
| 3 | Pierwsza taka sytuacja na budowie polskich dróg. Wkrótce zabraknie kontraktów | 0 | 8.89 | 30-06-2026 |
| 4 | Polska jest zagrożona brakiem węgla na zimę? Najwięksi energetyczni gracze na rynku mówią wprost | 0 | 10.37 | 13-08-2026 |
| 5 | Duży wykonawca przetrwa, mały może zniknąć. Tak spory zmieniają polską branżę budowlaną | 0 | 9.17 | 13-07-2026 |
| 6 | Blackout Polski. Dlaczego nasza infrastruktura nie znosi upałów? | 0 | 8.46 | 29-06-2026 |
| 7 | Krytyczna infrastruktura energetyczna zbroi się. Ryzyk przybywa | 0 | 9.04 | 15-05-2026 |
| 8 | W tej branży sukcesy dziś pachną porażką. Zaciekła walka firm | 0 | 8.08 | 20-05-2026 |
| 9 | Polski przemysł alarmuje. Bierność rządu dusi PKB naszego kraju | 0 | 8.57 | 23-06-2026 |
| 10 | Coraz szersze spektrum działań SRK. W grę wchodzi także bezpieczeństwo publiczne | 0 | 6.33 | 18-09-2026 |