Вход на сайт

Просмотр новости

Найдите то, что Вас интересует

Przemilczane problemy Wojska Polskiego. Braki są większe od listy zakupów

Дата публикации: 20-08-2026 09:46:25

Na sierpniowej defiladzie wojsko zaprezentowało najnowocześniejszy sprzęt, jaki posiada. Nie mogło jednak pokazać wielu problemów, przed jakimi stoi. Siły Zbrojne RP są wciąż w budowie i brakuje im wielu kluczowych systemów, aby można skutecznie odeprzeć ewentualną agresję i zapewnić bezpieczeństwo mieszkańcom Polski. I nie chodzi tylko o zdolności do odpierania ataków z powietrza.

Основное содержимое страницы с новостью.

  • To była największa defilada wojskowa ostatnich lat. Wzięło w niej udział około 2 tys. żołnierzy i prawie 300 pojazdów, 60 statków powietrznych, w tym najnowsze myśliwce F-35. W paradzie morskiej uczestniczyło 20 okrętów.
  • Defilada i parada morska 15 sierpnia miały pokazać społeczeństwu, na co rządzący przeznaczają pieniądze z ich podatków.
  • O nowoczesnym uzbrojeniu dla armii będziemy rozmawiać na konferencji "Przemysł dla obronności", która 14 października 2026 r. zostanie zorganizowana w Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach.

Politycy uwielbiają defilady, dzięki którym mogą przekonywać Polaków, że budują potęgę naszej armii i dbają o bezpieczeństwo kraju. Kiedy już jednak żołnierze powrócili do garnizonów i emocje opadły, warto przypomnieć, czego nam wojskowa defilada z 15 sierpnia nie pokazała.

To była największa parada wojskowa III RP. Większa nawet niż organizowana z wielką pompą defilada w 2023 r. Podczas tegorocznego Święta Wojska Polskiego na Wisłostradzie zobaczyliśmy najnowocześniejsze systemy bojowe będące na uzbrojeniu naszej armii. Nawet te na razie niszowe, jak samoloty wielozadaniowe 5. generacji F-35, których mamy dopiero 3, ale jeszcze w tym roku będziemy mieli ich 14 spośród w sumie 32 zakupionych. Były tez bojowe wozy piechoty Borsuk, których w służbie jest dopiero około 20 sztuk.

W ostatnich latach bardzo urosła za to flota nowych czołgów. Amerykańskich Abramsów pancerniacy mają już około 233 z 366 zakontraktowanych w wersjach M1A1 FEP i M1A2 SEPv3. Resztę mamy otrzymać w tym roku. Wojska lądowe mają też na uzbrojeniu 180 południowokoreańskich czołgów K2 Black Panther, a w tym roku otrzymamy kolejne 47 tych maszyn z drugiej umowy wykonawczej – również na 180 czołgów K2, w tym w 64 wozy K2PL, w polskiej wersji, dostosowanej do potrzeb naszych sił zbrojnych (61 z nich powstanie w polskich zakładach zbrojeniowych).

Poprawia się też sytuacja wojsk rakietowych i artylerii, która w ostatnich latach przeszła największą zmianę od czasów wejścia Polski do NATO. Mamy co prawda wciąż tylko jeden dywizjon wyrzutni HIMARS - 18 sztuk wyrzutni bojowych i dwie szkoleniowe, ale razem z HIMARSAMI dostaliśmy pociski dalekiego uderzenia ATACMS, dzięki czemu polskie wojsko zyskało realną zdolność rażenia celów na dystansie do 300 km, której wcześniej w ogóle nie mieliśmy.

Dzięki HIMARS-om Polska uzyskała możliwości do ataków rakietowych dalekiego zasięgu, fot. MON

Dzięki HIMARS-om Polska uzyskała możliwości do ataków rakietowych dalekiego zasięgu, fot. MON

Podpisaliśmy również umowę ramową na pozyskanie kolejnych setek wyrzutni HIMARS i pocisków do nich, jednak wojna z Iranem nadgryzła amerykańskie zasoby tych rakiet, także wszystkie dostawy będą opóźnione co najmniej o 5-7 lat. W naszym wojsku ten arsenał został wzmocniony koreańskimi wyrzutniami Chunmoo, z pociskami o zasięgu 290 km, z których 76 modułów jest już w Polsce. Kolejne trafią do nas jeszcze w tym roku, a dostawy wszystkich 290 zamówionych wyrzutni zaplanowano do 2029 r.

Defilada pokazuje postęp, lecz nie rozwiązuje problemów wojska

W praktyce oznacza to, że Polska po raz pierwszy dysponuje warstwową artylerią rakietową zdolną do rażenia celów od 80 km aż po 300 km, a wkrótce, wraz z pociskami PrSM (amerykański taktyczny pocisk balistyczny ziemia-ziemia krótkiego i średniego zasięgu nowej generacji), które mają zastąpić pociski ATACMS, będą mogły razić cele wroga na dystansie 500 km, a w przyszłości nawet do 1000 km.

Gen. Mirosław Różański, były dowódca generalny Rodzajów Sił Zbrojnych, zwrócił uwagę, że każda defilada ma parę wymiarów, nie tylko ten widowiskowy. Ten najważniejszy, który długo jeszcze będzie aktualny, sprowadza się do tego, że Polska armia jest w ciąż w budowie. To rodzi wiele problemu z którymi zmagają się nasze siły zbrojne. Tego faktu nie przesłoni świąteczna atmosfera, klekot gąsienic ani huk przelatujących samolotów.

Mimo że modernizacja armii trwa już ponad dekadę i w ostatnim ćwierćwieczu Polska wydała na wojsko ponad 1,3 bln zł, to Siły Zbrojne RP wciąż nie są w pełni przygotowana do ewentualnego konfliktu. Co więcej, armii, której wizję kreślą aktualne plany wojska, nie zbudujemy w ciągu dwóch, trzech lat, nawet za znacznie większe pieniądze. Przyjdzie nam na to trochę poczekać, przynajmniej do 2039 r., a może i dłużej. Oczywiście z roku na rok będziemy silniejsi.

Nie na tyle jednak, by być zupełnie przekonanym, że zwiększenie budżetu obronnego do 5 proc. PKB (ponad 200 mld zł), wystarczy, byśmy sami obronili się przed ewentualną agresją ze wschodu. Nadrabianie wieloletnich zaniedbań potrwa jeszcze wiele lat i wymagać będzie wydania znacznych środków.

Najważniejszą dziś gwarancja naszego bezpieczeństwa wciąż pozostaje NATO. Do tego dochodzą działania obronne podejmowane ostatnio przez Unię Europejską, do której należy większość europejskich członków NATO. Co oczywiście nie zmienia faktu, że przede wszystkim sami musimy zbudować silną armię, choć to oznacza ogromne koszty.

Generałowie przypominają: armia musi rosnąć w tempie, które nie zrujnuje finansów państwa

Społeczeństwo miało zobaczyć na co idą pieniądze z jego podatków. I zobaczyło. Z zaprezentowanego podczas defilady nowoczesnego uzbrojenia, zwłaszcza krajowej produkcji, jak Borsuk, Rosomak, Baobab, wozy dowodzenia i łączności czy amunicyjne - można się cieszyć. Niechętnie przyznały to nawet media rosyjskie. Sprzęt i uzbrojenie na defiladzie wskazują przede wszystkim strategiczne kierunki modernizacji armii, która ma być nowoczesna, odporna na współczesne zagrożenia, zdolna do działań ofensywnych na terytorium przeciwnika, w przypadku gdyby spróbował nas zaatakować.

Taką siłę odstraszania również dopiero budujemy. Jednym z jej ważnych elementów ma być jedna z największych armii w Europie, licząca nawet pół miliona żołnierzy. Obok 300 tys. żołnierzy (w tym 50 tys. żołnierzy WOT) ma też liczyć 200 tys. tzw. aktywnej rezerwy. W realizacji tego planu na pewno przeszkadza rosnący niż demograficzny, choć wizja tak dużej armii od dawna budziła kontrowersje także z innych powodów.

- Wielkość armii nie może być oderwana od możliwości gospodarki kraju. Przemysł obronny powiększa produkt krajowy brutto i przynosi wpływy do budżetu, dlatego może stymulować gospodarkę. Chodzi o zachowanie balansu. Wojny wygrywa się nie tylko silną armią, ale i mocną gospodarką, a wydatki na obronność i modernizację nie mogą zarazem prowadzić do zrujnowania finansów państwa - powiedział w rozmowie z WNP gen. Mieczysław Cieniuch, były szefa Sztabu Generalnego WP.

Na defiladzie zobaczyliśmy przelatujący F-35, fot. MON

Na defiladzie zobaczyliśmy przelatujący F-35, fot. MON

Przypomniał, że w debatach i dokumentach planistycznych, które powstały po zawieszeniu zasadniczej służby wojskowej i powszechnego poboru, docelowy model profesjonalnych sił zbrojnych miał składać się z około 150 tys. żołnierzy zawodowych.

Armia rośnie, ale bez solidnego fundamentu rezerw

Podobnie uważa gen. Stanisław Koziej, były szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego i były wiceminister obrony narodowej. - Jestem przeciwnikiem ilościowego podejścia do rozwoju sił zbrojnych, o czy mówię od lat. Powinniśmy dążyć do zwiększania armii, ale tak, aby nie odbywało się to kosztem jakości - stwierdził w rozmowie z WNP.

Generał Koziej ocenia, że dziś najważniejsze jest stworzenie sprawnego systemu przygotowania rezerw dla wojska i wyszkolenie żołnierzy rezerwowych.

W ramach tych 200 tys. żołnierzy rezerwy powinny być tworzone specjalne formacje rezerwowe - brygady rezerwowe i dywizje rezerwowe, do których rezerwiści mieliby swoje przydziały i systematycznie się szkolili. W przypadku zagrożenia, po zmobilizowaniu, jednostki i związki taktyczne rezerwistów skierowane na front zwiększałyby wielkość armii, a nie tylko uzupełniały żołnierzami straty w jednostkach na pierwszej linii - podkreślił gen. Koziej.

To jednak wygląda na pomysł z przyszłości. Skąd mielibyśmy obecnie wziąć tylu rezerwistów? Sztabowcy zdecydowali, że żołnierze aktywnej rezerwy będą przypisani do poszczególnych jednostek na określone stanowiska i w razie mobilizacji ruszą z tymi jednostkami w pole.

Nasuwa się pytanie: Czy kierunki modernizacji armii przyjęte w planach rozwoju sił zbrojnych do 2039 r. są najlepsze z możliwych, by armia mogła wybić się na nowoczesność? Problemów, które trzeba wcześniej rozwiązać jest wiele. Spróbujemy wskazać kilka z tych najwięcej kontrowersji, o których specjaliści i analitycy wojskowi wspomnieli w rozmowach z WNP.

Pierwsza jest to, że decyzje o zakupach uzbrojenia często podejmowano w niejasnych okolicznościach. Ministerstwo Obrony Narodowej niejednokrotnie nie przejmowało się prowadzeniem przetargów, transparentnością działań ani dbaniem o polski przemysł. W rezultacie nie jesteśmy przygotowani na konflikt. Nadal brakuje nam wielu kluczowych technologii i uzbrojenia, zarówno defensywnych, jak i ofensywnych.

Wojsko szczyci się transporterem opancerzonym Rosomak, wyposażonym w bezzałogowy system wieżowy polskiej produkcji ZSSW-30, wyposażony w cyfrowy system kierowania ogniem, fot. MON

Wojsko szczyci się transporterem opancerzonym Rosomak, wyposażonym w bezzałogowy system wieżowy polskiej produkcji ZSSW-30, wyposażony w cyfrowy system kierowania ogniem, fot. MON

Wskazano m.in. umowy na zakup ciężkich amerykańskich czołgów, które, jak pokazała Ukraina, mogą nie nadawać się do działań w trudnym terenie. Rosjanie wyeliminowali 25 czołgów M1A1 Abrams. Niektóre, porzucone na polu walki ze względu na niemożność naprawy w warunkach bojowych i niedostępność wozów technicznych, Rosjanie wręcz ściągnęli na swoją stronę. Dziś czołgi służą obu stronom jako oręż wsparcia żołnierzy broniących okopów. Niedawno ukraińscy dowódcy stwierdzili, że polskie czołgi nie wytrzymałyby długo na froncie. Brakuje im aktywnych systemów ochrony, zwłaszcza przed dronami.

Modernizacja przyspiesza, lecz państwo pozostaje nieodporne na drony, cyberataki i zagrożenia hybrydowe

Podobnie jest z zakupem 96 amerykańskich śmigłowców Apache Guardian AH-64 E. Uzbrojone w rakiety Hellfire o zasięgu 8 km musiałyby, wykonując misje do których są przeznaczone czyli niszczenie czołgów przeciwnika, wlecieć w tzw. strefę śmierci szeroką już na 40 km, w której drony niszczą wszystko co się w niej znajdzie.

Szybka "śmierci" czołgów czy śmigłowców na polu walki nie jest na szczęście przesądzona. Polscy pancerniacy mają dostać systemy aktywnej ochrony Trophy - mają trafić do czołgów K2 PL - a także drony do ochrony wozów bojowych oraz pojazdy autonomiczne do zwalczania bezzałogowców przeciwnika. Śmigłowce z kolei mogą dostać choćby systemy rakietowe, takie jak np. pociski Spike NLOS produkowane przez koncern Rafael, o zasięgu do 50 km przy odpaleniu ze śmigłowca, a także przyboczne drony chroniące je przed atakami dronów przeciwnika.

Co nie znaczy, że należy te problemy bagatelizować, odkładać na przyszłość. Zwłaszcza że to tylko szczyt góry lodowej problemów, z którymi rząd i wojsko muszą się zmierzyć. Nadal nie mamy silnej marynarki wojennej, mimo wodowania pierwszego okrętu z programu Miecznik ORP Wicher. Armia wciąż ma zbyt mało amunicji, systemów dronowych oraz antydronowych, systemów odpornych na utratę łączności w przypadku zakłóceń GPS.

Brakuje też systemów łączności odpornej na aktywne próby uniemożliwiające jej działanie, zakłady obronne nadal osiągają zbyt małą wydajność produkcyjną, poprawek wymaga systemy alarmowania ludności, brakuje schronów, nie mamy prawie obrony cywilnej, a do tego Polska wciąż nie jest odporna na zagrożenia hybrydowe, zwłaszcza cyber, choć i w tym obszarze widać zmiany.

150 Patriotów, tysiące rakiet, nowe paliwa, nowe struktury. Lista braków jest dłuższa niż realizowane zakupy

Dziurawy jest też wciąż system obrony powietrznej. Brakuje systemów, ważnych dla zapewnia jej zdolności, takich choćby jak systemów bardzo krótkiego i krótkiego zasięgu do zwalczania tanich, masowo produkowanych bezzałogowców czy nowoczesnych samolotów rozpoznawczych .

- Do uszczelnienia systemu obrony powietrznej nie wystarczą dwie baterie Patriot. Te mogą bronić najwyżej połowę Warszawy. Nie wystarczy do tego także osiem baterii Patriot (tyle w ogóle zamówiło polskie wojsko - red.). Powinniśmy ich mieć przynajmniej 150 i do tego tysiące pocisków - twierdzi gen. Leon Komornicy, były zastępca szefa Sztabu Generalnego WP. Wciąż też zbyt wolno nabierają mocy programy Narew i tzw. Mała Narew.

Czytaj więcej

Gen. Włodzimierz Nowak, były szef Departamentu Polityki Zbrojeniowej w Ministerstwie Obrony Narodowej, za jedną z najbardziej potrzebnych uważa technologię produkcji rakiet średniego i dalekiego zasięgu, w tym szczególnie paliwa rakietowe. - Należy też zwrócić uwagę na technologie kosmiczne, AI czy technologie kwantowe, szczególnie sensory, które w zastosowaniach wojskowych będą miały duże znaczenie - wymienia.

Zakup technologii to nie wszystko. - Można kupić najlepszy system i nie uzyskać zdolności, jeśli struktura, kompetencje i kultura organizacji pozostaną niezmienione. Brakuje nam również zdolności do zamknięcia cyklu od potrzeby operacyjnej do wdrożenia - podkreśliła w rozmowie z naszym portalem Karolina Grenda z Fundacji SET - think tanku zajmującego się bezpieczeństwem narodowym, energetycznym, ekonomicznym i cyfrowym.

Aby zakupiona technologia rzeczywiście zmieniła potencjał sił zbrojnych, potrzebne są też pewne łańcuchy dostaw, szkolenie, integracja z istniejącymi systemami, odpowiednia doktryna, infrastruktura, logistyka oraz - szczególnie w przypadku technologii szybko rozwijających się - zdolność do ciągłego testowania i modernizacji.

Katalog wyzwań, które wymagają realizacji, aby zbudować armię, której nie będzie się opłacać atakować żadnemu agresorowi, jest duży. Budowa wielodomenowych sił zbrojnych to wciąż daleka przyszłość. Jej powodzenie wymaga wielu czynników, z których nie wszystkie są pewne, m.in. zgody ponad politycznymi podziałami, pewnego, systematycznego finansowania, determinacji i lepszego wykorzystania polskiej zbrojeniówki, zwłaszcza firm prywatnych czy zmiany wielu dotychczasowych założeń i przyzwyczajeń. Wszystko to składa się na bardzo trudne wyzwanie, przed którym stoimy.

Схожие новости

#Наименование новостиТональностьИнформативностьДата публикации
1Polska ma ogromny problem z nowym uzbrojeniem. Nie jest gotowe do walki-5706-07-2026
2Armia nie wygra sama. Bez firm i technologii nie ma bezpieczeństwa06.5514-08-2026
3Polska luka antydronowa rośnie szybciej niż zagrożenie. Popełniamy ryzykowne błędy08.5623-07-2026
4Amerykańskie zapasy uzbrojenia topnieją. Polska ma duży problem07.9905-05-2026
5Takiej armii Polska nie miała od lat. Liczba żołnierzy może zdziwić010.3116-02-2026
6Wojsko pilnie szuka systemów antydronowych. Polski przemysł ma niewiele czasu09.2220-07-2026
7Polska wyprzedziła kluczowe programy obronne Europy. Dodatkową szansę daje nam Ukraina08.4621-07-2026
8Polskie wojsko od razu przejdzie do ataku. Pomoże nam zupełnie nowe uzbrojenie0510-07-2026
9Польша подняла в воздух самолеты из-за "активности РФ"0007-03-2025
10Kto w razie wojny zostanie zmobilizowany? Dwie ustawy, jeden problem0727-06-2026

Классификация: . Схожих патентов: 0. Схожих новостей: 10. Тональность: 0. Информативность: 8.48. Источник: www.wnp.pl.