Lekarzy może przybywać, a małe szpitale i tak nie będą miały kim obstawiać dyżurów. Bez koordynacji limitów na rezydentury, poprawy warunków pracy i zachęt dla specjalistów te placówki nadal będą tracić lekarzy na rzecz dużych ośrodków. A proponowane przez Ministerstwo Zdrowia limity płac i zatrudnienia mogą ten proces tylko przyspieszyć - ostrzega <strong>Naczelna Izba Lekarska</strong>.
Samorząd lekarski odniósł się do wyników raportu „Braki kadry lekarskiej – strategia działań w różnych horyzontach czasowych”, o których Rynek Zdrowia pisał jako pierwszy.
Z badania przeprowadzonego w 182 szpitalach przez ekspertów Fundacji Zdrowie i Rozwój i Think Tanku SGH dla ochrony zdrowia wynika, że 79 proc. dyrektorów ocenia problem zatrudnienia jako poważny lub bardzo poważny, a 89 proc. uznało kwestię zastępowalności pokoleniowej jako zagrożenie dziś lub w najbliższej przyszłości.
37 proc. badanych przyznało, że w ciągu ostatnich dwóch lat niedobór personelu zmusił ich do zmiany zakresu umowy z NFZ. W szpitalach I stopnia odsetek ten przekracza 40 proc., a w sześciu województwach o najwyższym nasileniu problemu jest jeszcze wyższy.
Z analiz wynika, że deficyt kadrowy jest powszechny i koncentruje się głównie w miejscowościach do 100 tys. mieszkańców, w szpitalach I stopnia i placówkach poza siecią.
O to, jak dane z raportu mają się do prognoz kadrowych izby lekarskiej, z czego wynika niedobór medyków w małych szpitalach i jak mu zaradzić, zapytaliśmy Naczelną Izbę Lekarską.
Młodzi lekarze wybierają duże ośrodki, małe zostają ze starszą kadrąIwona Kania, p.o. kierownika Działu Komunikacji w NIL, podkreśla, że raport potwierdza to, o czym samorząd lekarski mówi od dawna: wskaźniki takie jak liczba lekarzy przypadająca na 1000 mieszkańców nic nie mówią o strukturze kadry lekarskiej czy jej rozmieszczeniu.
- Już wcześniej zespół NIL zajmujący się transformacją i strategią systemu ochrony zdrowia sygnalizował, że mimo rosnącego zapotrzebowania kraj może zmierzać do nadwyżki lekarzy w niektórych obszarach, przy jednoczesnym pogłębiającym się deficycie w innych. Problem leży w dystrybucji geograficznej i między poszczególnymi specjalizacjami, a nie w łącznej liczbie osób wykonujących zawód lekarza - zaznacza.
Do tego dochodzi struktura wieku kadry i luka pokoleniowa w kluczowych specjalizacjach, takich jak interna, pediatria, chirurgia czy ginekologia i położnictwo. Średni wiek lekarza specjalisty, jak wynika z danych GUS, sięga już około 56 lat.
- To dobrze tłumaczy, dlaczego małe miasta, szpitale I stopnia i te spoza sieci odczuwają brak specjalistów najdotkliwiej - młodzi lekarze po zakończeniu specjalizacji częściej wybierają duże ośrodki, gdzie mają lepsze zaplecze diagnostyczno-terapeutyczne, większe możliwości rozwoju zawodowego i naukowego oraz szerszą ofertę dodatkowego zatrudnienia, podczas gdy szpitale powiatowe zostają z kadrą zbliżającą się do wieku emerytalnego - zwraca uwagę Iwona Kania.
Lekarze odchodzą nie tylko przez pieniądzeTrzeci element, na jaki zwraca uwagę, to sam mechanizm odpływu, a nie wyłącznie brak napływu nowych kadr.
- Lekarze rezygnują z pracy w szpitalu, zwłaszcza powiatowym czy miejskim, niekoniecznie z powodów finansowych, tylko z powodu przeciążenia obowiązkami, w tym administracyjnymi, oraz braku systemowego wsparcia. To dodatkowo drenuje te placówki, które i tak mają najsłabszą pozycję konkurencyjną wobec dużych, dobrze wyposażonych ośrodków miejskich - wskazuje Iwona Kania.
W opinii NIL receptą na braki kadrowe w szpitalach powiatowych i małych miejscowościach nie może być dalsze zwiększanie liczby miejsc na studiach medycznych, ponieważ nie adresuje to problemu dystrybucji kadr.
- Potrzebne jest skoordynowanie limitów miejsc specjalizacyjnych z realnym zapotrzebowaniem regionalnym, urealnienie map potrzeb zdrowotnych, wprowadzenie realnych zachęt do podejmowania pracy i specjalizowania się poza dużymi ośrodkami, poprawa warunków pracy i wsparcia w mniejszych szpitalach, tak aby przestały być jedynie punktem przejściowym w drodze do dużego miasta - wymienia Iwona Kania.
Limity płac i pracy osłabią małe szpitale. "Potrzebne zachęty do pracy w nich"Zdaniem samorządu proponowany przez Ministerstwo Zdrowia pakiet reform, przewidujący m.in. limity wynagrodzeń i zatrudnienia, może nawet pogłębić nierówności między szpitalami, zamiast je łagodzić.
- Duże ośrodki miejskie dysponują szeregiem narzędzi pozapłacowych - prestiżem, możliwościami rozwoju, dostępem do nowych technologii, szansą na łączenie pracy klinicznej z naukową czy dydaktyczną, którymi w jakimś zakresie mogą rekompensować sztywny limit płacowy. Małe szpitale takich atutów zwykle nie mają, więc dla nich ten sam limit oznacza znacznie mniejsze pole manewru w konkurowaniu o kadrę - zwraca uwagę przedstawicielka NIL.
Podobny mechanizm dotyczy limitu zatrudnienia. - Jeśli szpital I stopnia już dzisiaj nie jest w stanie obsadzić etatów specjalistycznych, formalne ograniczenia w możliwości i typie zawierania umów nie rozwiązują problemu. Taka regulacja adresuje więc raczej objaw, jakim są rosnące koszty zatrudnienia, a nie przyczynę, którą jest brak atrakcyjności pracy w mniejszych placówkach - dodaje Kania.
Wpisuje się to - jak tłumaczy - w szerszy wzorzec, wobec którego samorząd lekarski konsekwentnie zachowuje ostrożność: stosowanie rozwiązań doraźnych, nieskoordynowanych z całym cyklem kształcenia i zatrudniania lekarzy, zamiast rozwiązań systemowych odpowiadających na rzeczywiste przyczyny problemu.
- Pakiet ograniczeń administracyjnych bez towarzyszącej mu strategii dystrybucji kadr i inwestycji w warunki pracy w mniejszych ośrodkach wpisuje się w ten sam schemat - podkreśla przedstawicielka samorządu.
Zdaniem NIL proponowany przez resort pakiet, owszem, może pomoże uporządkować finanse systemu ochrony zdrowia jako całości, ale bez równoczesnego wdrożenia zachęt do pracy w małych szpitalach - takich jak dodatki regionalne, jasne ścieżki rozwoju czy inwestycje w warunki pracy - nie zmieni tego, gdzie lekarze faktycznie chcą pracować.
- Istnieje nawet ryzyko, że przyspieszy odpływ kadr z najsłabszych placówek do tych, które i tak radzą sobie lepiej - konkluduje Iwona Kania.
O wynikach raportu i o tym, co zachęciłoby medyków do pracy w regionach deficytowych rozmawialiśmy także z prof. Moniką Raulinajtys-Grzybek ze Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, współautorką projektu.
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin.
Dowiedz się więcej na temat: