Zapowiedziana w środę przez Donalda Trumpa produkcja pocisków do systemów Patriot przez Ukrainę będzie w najlepszym razie bardzo trudna, a w rzeczywistości mało prawdopodobna - ocenił Mark Cancian z waszyngtońskiego think-tanku CSIS.
Podczas środowego spotkania z prezydentem Ukrainy Wołodymyrem Zełenskim na szczycie NATO w Ankarze, Trump zaskoczył wszystkich deklaracją, że przyzna licencję na produkcję pocisków PAC-3 MSE do systemów Patriot.
- Jedną z rzeczy, o których będziemy mówić, jest to, że damy wam licencję na tworzenie Patriotów, to całkiem fajne - powiedział Trump. - W ten sposób nie będziecie mogli narzekać, że nie dajemy ich wystarczająco dużo. Powiedziałem: "Zróbcie je sami" - dodał.
Ogłoszenie to - będące spełnieniem prośby wyrażanej przez Zełenskiego jeszcze w czerwcu - wywołało sceptycyzm u części ekspertów zajmujących się przemysłem zbrojeniowym. Wśród nich jest również płk Mark Cancian, były urzędnik Białego Domu i Pentagonu zajmujący się m.in. kwestiami pozyskiwania sprzętu wojskowego. Jego zdaniem realizacja deklaracji Trumpa będzie "w najlepszym razie bardzo trudna" a w rzeczywistości mało prawdopodobna.
Ekspert wskazał trzy główne bariery. Pierwszą jest czas: uruchomienie produkcji i zbudowanie łańcucha dostaw, na który składają się dziesiątki firm trwa latami. Drugą to konkurencja o komponenty.
- Część tych podzespołów potrzebnych do produkcji pocisków może musieć pochodzić ze Stanów Zjednoczonych. A to z kolei odbije się na produkcji w USA. Więc ostatecznie wzrost produkcji mógłby być mniejszy, niż się wydaje, bo pojawi się rywalizacja o komponenty - powiedział.
Trzecią barierą jest transfer technologii, szczególnie wrażliwy w przypadku kraju będącego poza NATO, prowadzącego wojnę i narażonego na rosyjską penetrację.
Przeszkodą może być też konieczność porozumienia z producentem. Trump przyznał w Ankarze, że nie informował wcześniej firm o swojej zapowiedzi. - Mamy wielką władzę nad firmami, tymi firmami, które produkują Patrioty - mówił. Lockheed Martin, główny wykonawca pocisków przechwytujących PAC-3, nie skomentował dotąd zapowiedzi Trumpa. RTX, którego spółka Raytheon produkuje sam system Patriot, też nie skomentował sprawy, choć przypomniał zarazem o swoim doświadczeniu w koprodukcji systemów obronnych w Europie, m.in. w Polsce, Niemczech, Szwajcarii i Grecji.
Podczas szczytu w Ankarze USA, Niemcy, Holandia, Polska i Szwecja podpisały międzyrządowe porozumienie o zbadaniu możliwości utworzenia europejskiego centrum obsługi i serwisowania - lecz nie produkcji - pocisków PAC-3. Wciąż jednak jest to wstępna faza ewentualnego stworzenia takich ośrodków. Szef MON Władysław Kosiniak-Kamysz podkreślał, że centrum zwiększy zdolności sojusznicze i przyspieszy produkcję oraz serwis.
Zdaniem Canciana znacznie bardziej realistyczne od produkcji rakiet na Ukrainie są niemieckie starania o licencyjną produkcję Patriotów, oparte na ugruntowanych powiązaniach amerykańskiego i niemieckiego przemysłu zbrojeniowego.
Cancian podkreślił jednocześnie, że ze spotkania płyną dwa "bardzo zachęcające" sygnały. Pierwszym jest sama zgoda Trumpa na Patrioty, zwłaszcza w zestawieniu z awanturą w Gabinecie Owalnym sprzed kilkunastu miesięcy. Drugim - przygotowywana przez obie strony umowa dronowa o zakupie ukraińskich dronów, która, mogłaby zostać zrealizowana w ciągu kilku miesięcy, nie lat.
- Rok temu Trump powiedział Zełenskiemu, że nie ma żadnych kart. Teraz Zełenski ma karty - ma karty w dziedzinie dronów i systemów antydronowych, których USA naprawdę potrzebują i których potrzebują inne kraje - ocenił. Jak dodał, o współpracę z Ukrainą zabiegają też państwa Zatoki Perskiej.
Odnosząc się do niedoborów pocisków przechwytujących, Cancian przypomniał, że przed wojną na Ukrainie roczna produkcja Patriotów wynosiła ok. 300 sztuk, obecnie sięga ok. 600, a docelowo ma osiągnąć 2 tys. - Ale to potrwa co najmniej do 2030 r. Podział pozostaje niezmienny: połowa dla USA, połowa dla sojuszników i partnerów.
- W tym momencie problemem nie są pieniądze. Problemem jest zamiana pieniędzy na fabryki, komponenty i produkcję - powiedział. Rozbudowę mocy wytwórczych rozpoczęła administracja Joe Bidena, a kontynuuje ją administracja Trumpa. Pytany o zainteresowanie koprodukcją uzbrojenia w Europie, w tym w Polsce, ekspert przypomniał, że USA licencjonowały produkcję w Japonii.
