Od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie wielokrotnie słyszeliśmy, że Polska jest jednym z najważniejszych państw wschodniej flanki NATO. To prawda. Rzadziej jednak zastanawiamy się, co z tego wynika z punktu widzenia naszego przeciwnika.
Od początku pełnoskalowej wojny w Ukrainie wielokrotnie słyszeliśmy, że Polska jest jednym z najważniejszych państw wschodniej flanki NATO. To prawda. Rzadziej jednak zastanawiamy się, co z tego wynika z punktu widzenia naszego przeciwnika.
Jeżeli Polska odgrywa kluczową rolę w systemie wsparcia Ukrainy, to staje się również naturalnym celem działań wymierzonych w spójność Sojuszu Północnoatlantyckiego. Nie oznacza to, że każdy alarm musi zakończyć się atakiem. Oznacza natomiast, że każde wiarygodne ostrzeżenie powinno być potraktowane z najwyższą powagą.
W ostatnich dniach media poinformowały o ostrzeżeniach przekazanych Polsce przez stronę amerykańską dotyczących możliwości przeprowadzenia przez Rosję ograniczonej prowokacji przeciwko naszemu państwu. Wśród rozważanych scenariuszy pojawiają się działania wymierzone w infrastrukturę krytyczną lub incydenty na kierunku białoruskim czy królewieckim. Niezależnie od tego, czy taki scenariusz kiedykolwiek zostanie zrealizowany, sam fakt analizowania go przez służby pokazuje, jak zmienił się charakter współczesnych zagrożeń. Współczesna wojna bardzo rzadko zaczyna się od przekroczenia granicy przez czołgi.
Znacznie częściej rozpoczyna się od stworzenia niepewności. Od testowania procedur. Od sprawdzania czasu reakcji. Od obserwowania, jak zachowują się instytucje państwa, społeczeństwo i sojusznicy.
© ℗
Materiał chroniony prawem autorskim.
Wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy tygodnika Wprost.
Regulamin i warunki licencjonowania materiałów prasowych.