Żagle z Gdańska na wielkim ekranie. „Odyseja” Christophera Nolana z polskim akcentem
Sceny morskich bitew w hicie Christophera Nolana zapierają dech w piersiach, a za ich spektakularnym wyglądem stoją rzemieślnicy z Gdańska. Gdy hollywoodzki reżyser postawił na absolutny realizm w ekranizacji „Odysei”, amerykańscy producenci zwrócili się do polskiej żaglowni. Efekt? Gigantyczne, ręcznie szyte dzieła sztuki, które prosto z Trójmiasta trafiły na plany filmowe od Islandii po Tunezję.
fot. Sail Service /materiały udostępnione
Nowa filmowa adaptacja „Odysei” Homera, z Mattem Damonem w roli Odyseusza i Anne Hathaway jako Penelopą, to bez wątpienia jedna z największych i najgłośniejszych produkcji ostatnich lat. Reżyser Christopher Nolan postawił na autentyczność – sceny morskie kręcono na pokładzie prawdziwych żaglowców, a jednym z głównych statków na planie został „Draken Harald Hårfagre”. To 35-metrowa współczesna rekonstrukcja wikińskiego okrętu, która już wcześniej zyskała sławę po transatlantyckim rejsie do Nowego Jorku.
Nie byłoby jednak tych spektakularnych scen bez pracy polskich rzemieślników. Gdańska żaglownia Sail Service otrzymała zlecenie na uszycie żagli do filmowych flot Agamemnona i Odyseusza. Łącznie powstało aż 15 żagli o powierzchni od 12 do 250 metrów kwadratowych.
Ostatecznie skończyło się na około piętnastu żaglach, bo okazało się, że około piętnastu łodzi wikingów było zaangażowanych – wspomina Paweł Roslen, kierownik ds. sprzedaży w Sail Service w rozmowie z reporterem RMF FM Stanisławem Pawłowskim.
Zwykły materiał nie wystarczył. Specjalny surowiec sprowadzano z Wielkiej BrytaniiPrzygotowanie żagli do tak ogromnej produkcji wymagało nie tylko precyzji, ale i tradycyjnych technik żaglomistrzowskich. Każdy żagiel był szyty ręcznie, z dbałością o historyczne detale. Część z nich przygotowano w dwóch wariantach kolorystycznych: dla floty Agamemnona powstały żagle czarne, dla Odyseusza – czerwone. Największy z nich, przeznaczony dla „Drakena”, ważył ponad 300 kilogramów.
Proces tworzenia żagla był bardzo złożony. Przy takich tradycyjnych żaglach potrzeba dużo czasu ze względu na tradycyjne techniki: ręczne wyszywanie, likowanie, wyszywanie pierścieni. Wszystko to jest dużo bardziej pracochłonne. Taki żagiel zajmuje co najmniej dwa razy więcej czasu niż standardowy żagiel – podkreśla Paweł Roslen.
Szczególnie dużym wyzwaniem było znalezienie odpowiedniego materiału w nietypowym, czarnym kolorze. Zazwyczaj żagle wykonujemy w kolorze białym. Tutaj trzeba było znaleźć materiał w ciemnym kolorze, który jednocześnie odpowiadałby charakterystyce historycznej i został dopasowany do historycznej scenerii. To było wyzwanie. Musieliśmy uruchomić kontakty w Wielkiej Brytanii, żeby taki materiał zdobyć – dodaje Roslen.
Pięć tygodni morderczej pracy. Kulisy powstawania filmowej potęgiProces produkcji największego żagla trwał niespełna pięć tygodni. Po zszyciu, dodaniu lin, okuć i wszystkich elementów wykończeniowych, gotowy żagiel ważył ponad 300 kilogramów. Praca nad tak dużymi elementami wymagała udziału całego zespołu.
Musieliśmy w kilkanaście osób w pewnym momencie zwijać daną sekcję, żeby móc ją zmieścić pod maszyną. Ręczna robota to głównie elementy mocowania takielunku. Są to takie wisienki wykończeniowe na torcie – ręczne wyszywanie okuć, mocowań, tulejek, takich elementów, które służą głównie do mocowania żagla na rei bądź też do całego olinowania, które służy do żeglowania – opowiada RMF FM Grzegorz Polewicz, żaglomistrz.
Od Islandii po Tunezję. Logistyka na skalę światowąDostarczenie żagli na plan filmowy było osobnym wyzwaniem. Transporty odbywały się głównie drogą lotniczą, a miejsca docelowe zmieniały się niemal z tygodnia na tydzień.
Jednego tygodnia wysyłaliśmy żagle gdzieś na wybrzeże Grecji czy Tunezji, w drugim tygodniu na Islandię, potem znowu do Szkocji. To było naprawdę duże wyzwanie logistyczne – podkreśla Paweł Roslen.
„Oglądam film i wiem, że to nasza robota”. Ogromna duma gdańskich mistrzówZaangażowanie polskich rzemieślników zostało docenione przez twórców filmu, a efekty ich pracy można podziwiać na wielkim ekranie.
Myślę, że duma przede wszystkim, że to rzemiosło i nasza wiedza żaglomistrzowska, polskiego żaglomistrza, została doceniona i uznana w takim dużym projekcie międzynarodowym – mówi Roslen.
Z kolei Grzegorz Polewicz dodaje: Na pewno ogromną dumę i radość daje to, że możemy zobaczyć te żagle na wielkim ekranie. Oglądając cały film, patrząc na te żagle, możemy sobie tak w głębi duszy przyznać, że: robiłem te żagle. Pracowaliśmy z kolegami przy tym.