Polsce najprawdopodobniej nie uda się przeprowadzić niezbędnej konsolidacji finansów publicznych w podstawowym, czteroletnim okresie dostosowawczym przewidzianym przez unijne reguły fiskalne - powiedział WNP główny ekonomista BCC prof. Paweł Wojciechowski.
Czy można przyjąć jako pewnik strategię resortu finansów i gospodarki, że najlepszym sposobem na obniżenie poziomu deficytu finansów publicznych jest wysoki wzrost gospodarczy?
- Bez wątpienia czasy, w których mówiliśmy, że wychodzenie z deficytu finansów publicznych za sprawą wzrostu gospodarczego to jest najlepszy sposób, skończyły się.
Dzieje się tak z dwóch powodów, po pierwsze dlatego, że mamy wysoki, strukturalny deficyt pierwotny, czyli oczyszczony z wpływu cyklu koniunkturalnego i kosztów obsługi zadłużenia oraz wydatków jednorazowych.
Po prostu występuje trwała nierównowaga pomiędzy wydatkami a wpływami budżetowymi. To oznacza, że dopóki będzie się utrzymywać taka sytuacja, dług publiczny w stosunku do PKB będzie rósł systematycznie o kilka punktów procentowych, około 4-5 proc. rocznie.
Samo wyrastanie z długu publicznego, dzięki obniżaniu relacji długu do PKB przy pomocy wzrostu gospodarczego, już nie wystarcza. Chociaż trzeba powiedzieć, że minister finansów Andrzej Domański ma rację, wskazując na znaczenie wzrostu gospodarczego. Dlatego Polska stoi dziś przed ważnymi wyzwaniami.
Pierwsze z nich to pytanie, jak ograniczyć rosnące zadłużenie, a drugie - w jaki sposób dokonać zmiany struktury budżetu, tak aby było więcej przestrzeni na wydatki prorozwojowe. To one wspierają długookresowy wzrost gospodarczy. Jeśli chcemy utrzymać wysokie tempo wzrostu i ograniczyć ciężar kosztów obsługi długu, musimy pobudzać wzrost.
Konieczne jest zwiększenie wydatków na inwestycjeCzyli należy zwiększać potencjał gospodarki. Oznacza to konieczność zwiększania wydatków inwestycyjnych w budżecie państwa, co może wymagać ograniczenia dynamiki części wydatków socjalnych.
Czy w obecnej sytuacji państwa takie rozwiązania są możliwe i zyskają społeczną akceptację?
- Z punktu widzenia ekonomii politycznej i obecnej sytuacji politycznej w Polsce jest to trudne. Na szczytach władzy utrzymuje się impas dotyczący reform podatkowych. Pan prezydent zawetował kilka ustaw zwiększających wpływy podatkowe do budżetu. Potrzebne jest budowanie konsensusu wokół koniecznych działań.
Dlatego trzeba mówić prawdę o stanie finansów państwa, a nie zaklinać rzeczywistości. Nie można mówić, że chcemy dbać o finanse publiczne, a z drugiej podejmować inicjatywy, które temu przeczą i prowadzą do dalszego zadłużenia.
Czy jest możliwość, że unijne standardy, dotyczące poziomu zadłużenia, wymuszą na rządzie działania, które w sposób jednoznaczny ograniczą wydatki?
- Tak, ale te reguły zadziałają z opóźnieniem. Najbardziej zdecydowane działania konsolidacyjne prawdopodobnie zostaną podjęte dopiero po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych.
Pamiętajmy, że już jesteśmy objęci procedurą nadmiernego deficytu. Obecnie trwa ocena przedstawionych przez Polskę działań budżetowo-strukturalnych.
Coraz więcej wskazuje jednak na to, że nie będą one wystarczające do osiągnięcia wymaganej ścieżki fiskalnej. Dlatego trzeba będzie przygotować kolejny plan stopniowej konsolidacji, który najprawdopodobniej opracuje już nowy rząd.
Nie uda się przeprowadzić konsolidacji finansów w cztery lataW praktyce oznacza to, że w Polsce najprawdopodobniej nie uda się przeprowadzić niezbędnej konsolidacji w podstawowym, czteroletnim okresie dostosowawczym przewidzianym przez unijne reguły fiskalne.
Konieczne będzie wykorzystanie możliwości wydłużenia tego okresu do siedmiu lat, przy jednoczesnym przedstawieniu wiarygodnych reform strukturalnych i działań wspierających wzrost gospodarczy.
Większy wysiłek konsolidacyjny trzeba będzie rozłożyć na dłuższy okres.
Kluczowe będzie jednak, aby proces ograniczenia deficytu był stopniowy, przewidywalny i wiarygodny dla instytucji europejskich, jak i rynków finansowych.
©
Materiał chroniony prawem autorskim - zasady przedruków określa regulamin